Wiktoria gasła w oczach, bo dla dyrektora ważniejszy od jej zdrowia był PESEL i pieczątka w dokumentach. Gdy szkolna biurokracja postanowiła złamać nastolatkę, ta powiedziała "sprawdzam". Finał tej batalii w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie to wyrok, który ośmieszył szkolną biurokrację i dał jasny sygnał: godność człowieka nie mieści się w rubrykach dziennika.
"To było jak codzienne upokorzenie". Dyrektor kontra Wiktoria
Wiktoria, licealistka w trakcie medycznej tranzycji, zderzyła się nie z murem, a z biurokratycznym betonem. Dyrektor jej szkoły uparł się, że dopóki "papiery się nie zgadzają", będzie zwracał się do niej męskim imieniem. To absurdalne trzymanie się litery prawa, której... tak naprawdę nie było, doprowadziło dziewczynę na skraj psychicznego wycieńczenia.
Uporczywe misgenderowanie na szkolnych korytarzach było dla niej torturą, ale Wiktoria miała asa w rękawie. Kluczowym dowodem w sądzie stało się potajemne nagranie rozmowy z dyrekcją, które bezlitośnie obnażyło brak empatii pedagogów. Damian Ruhm, pełnomocnik nastolatki, nie gryzł się w język, opisując tę sytuację:
Pozew opierał się na zarzucie naruszenia takich dóbr osobistych jak godność, zdrowie i prawo do prywatności. Było bowiem jasne, że uporczywe misgenderowanie (...) pani Wiktorii było dla niej poniżające, uprzedmiotawiające.
Zdjęcia ze ślubów: Koroliny Brzuszczyńskiej i Agnieszki Skrzeczkowskiej oraz Anny Kaczmar i Anny Turowskiej / Fot. instagram.com/way-of-blonde; instagram.com/annakaczmar
CZYTAJ TAKŻE: Historyczny przełom w Polsce. Rząd zdecydował o związkach partnerskich, ale jest jeden haczyk
Sąd nie zostawił na szkole suchej nitki. "Zabrakło empatii"
Sędziowie w Rzeszowie nie mieli wątpliwości: szkoła to nie urząd skarbowy, a miejsce dla ludzi. Argumentacja dyrektora, że "przepisy nie pozwalają", rozsypała się jak domek z kart. Sąd Apelacyjny w uzasadnieniu wypunktował pedagogów, stwierdzając wprost:
Nie ma przepisów, które nakazywałyby nauczycielowi korzystanie wyłącznie z danych metrykalnych ucznia (...) Absolutnie możliwość zwracania się do powódki preferowanym przez nią imieniem nie była uzależniona od przedłożenia dokumentu, choćby prawomocnego wyroku ustalającego płeć żeńską u powódki. Żaden przepis prawa nie nakazuje tego.
Sąd nie zostawił złudzeń – bycie pedagogiem to coś więcej niż pilnowanie tabelek w Excelu i odhaczanie obecności. W wyroku podkreślono jasno, że po stronie szkoły "brakło wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, empatii", co w świetle obowiązków nauczyciela jest po prostu dyskwalifikujące.
x.com/RobertBiedron
CZYTJ TAKŻE: "Nie znam Berlina…" — i tak powstała najgłośniejsza para polskiej polityki. Historia Śmiszka i Biedronia
To koniec samowoli dyrektorów? Eksperci ostrzegają
Wyrok z "konserwatywnego" Podkarpacia to policzek dla wszystkich, którzy zasłaniają się "tradycją" czy "brakiem procedur". Łukasz Korzeniowski ze Stowarzyszenia Umarłych Statutów bezlitośnie wytyka szkolną hipokryzję. Nauczyciele rzucają ksywkami, zdrabniają imiona, ale gdy pojawia się uczeń transpłciowy, nagle sztywnieją i zasłaniają się dziennikiem.
To daje jasność innym szkołom. Teraz placówka nie będzie mogła odrzucić prośby transpłciowego ucznia, by zwracać się do niego innym imieniem. Przecież nauczyciele często używają zdrobnień imienia, a czasami wręcz ksywki, ale gdy pojawia się uczeń transpłciowy, nauczyciele chyba na wszelki wypadek, zwracają się do niego oficjalnym, metrykalnym imieniem. To zupełnie niepotrzebne i krzywdzące robienie szumu wokół całej sprawy.
Korzeniowski stawia sprawę jasno i brzmi to jak ostrzeżenie dla opornych dyrektorów. Jeśli nauczyciel będzie uparcie ignorował tożsamość ucznia, musi liczyć się z sankcjami, zadośćuczynieniem, a nawet dyscyplinarką. Oczywiście, świadectwo to dokument urzędowy, ale na przerwie liczy się człowiek, nie rubryka.
Nie tylko Wiktoria. Walka o godność w polskich ławach trwa
Oczywiście rzeczywistość szkolna bywa skomplikowana i pełna absurdów. Dyrektor jednej z podwarszawskich szkół przyznaje wprost: czasem to rodzice są hamulcem, wetując prośby własnych dzieci o używanie preferowanego imienia. Jednak sprawa Wiktorii pokazuje, że parasol ochronny nad "sztywnymi dyrektorami" właśnie został zwinięty.
Jeśli w sercu konserwatywnego Podkarpacia godność wygrała z uprzedzeniami, to znak, że w polskiej szkole wreszcie zaczyna wiać wiatr zmian. Lekcja wrażliwości właśnie się zaczęła.