Cała Polska świętowała wielki sukces, ale w strefie wywiadów atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę. Władimir Semirunnij, który uciekł z Rosji przed wojną i dyktaturą, stanął oko w oko z wysłannikiem z ojczyzny. Wszyscy spodziewali się ataku i pytań o zdradę, tymczasem to, co wydarzyło się później, wyciska łzy z oczu.
Napięcie w strefie wywiadów. Rosjanin zablokował drogę naszemu mistrzowi
Tor w Cortina d'Ampezzo 2026 był świadkiem historii. Władimir Semirunnij wywalczył upragniony srebrny medal na 10 000 metrów, ulegając jedynie rewelacyjnemu Czechowi, Metodejowi Jilekowi. Jednak prawdziwy dramat rozegrał się chwilę później w tzw. mixed-zonie. Drogę polskiemu panczeniście zagrodził dziennikarz rosyjskiego portalu sport-express.ru.
Sytuacja była niezwykle delikatna, by nie powiedzieć wybuchowa. Przypomnijmy, że rosyjska federacja przez długi czas blokowała karierę zawodnika, a jego ucieczka z Rosji przed wcieleniem do wojska była aktem desperacji. Sztab zamarł, spodziewając się prowokacji. Ostatecznie głos w sprawie tego spotkania zabrał trener kadry, Roland Cieślak.
Tak, to wszystko prawda. Rzeczywiście udzielał wywiadu temu rosyjskiemu dziennikarzowi. Jednak o tym wiedzieliśmy już wcześniej, że to jest dziennikarz, który dobrze wypowiada się na te tematy, więc też dlatego z nim porozmawiał
instagram.com/teampl
CZYTAJ TAKŻE: To nie był zwykły kask. Ukraiński mistrz wyrzucony z igrzysk w atmosferze skandalu
Padły słowa o "bloku komunalnym". Rosyjski dziennikarz zaskoczył wszystkich
Zamiast politycznego ataku, wydarzyło się coś niezwykłego. Dziennikarz z Rosji nie szczędził komplementów pod adresem chłopaka urodzonego w Jekaterynburgu. Rozmowa, choć prowadzona w języku rosyjskim, była pełna szacunku dla ciężkiej pracy sportowca, który wychował się w skromnym bloku komunalnym. Roland Cieślak przyznał, że zgoda na ten wywiad była świadomą decyzją sztabu.
Dla samego zawodnika, który reprezentuje teraz barwy klubu Pilica Tomaszów Mazowiecki, każda interakcja z mediami to ogromne wyzwanie. Presja na polskiego wicemistrza była tak wielka, że musiał szukać pomocy u specjalistów. Walka o medal toczyła się nie tylko na lodzie, ale i w głowie zawodnika.
instagram.com/teampl
Polska dziewczyna, prawo jazdy i biało-czerwona flaga w plecaku. "Władek" nie chce wracać
Historia Semirunnija to materiał na hollywoodzki film. Młody sportowiec zostawia wszystko, trafia pod skrzydła trenera Pawła Abratkiewicza i w 2025 roku odbiera polskie obywatelstwo. Jego asymilacja jest wręcz wzorowa – w plecaku nosi biało-czerwoną flagę, a hymnu uczył się z pasją. Trener Roland Cieślak nie ma wątpliwości, kim teraz jest Władimir.
Mieszka tu na stałe, zrobił polskie prawo jazdy, ma polską dziewczynę, spędza z nami święta. To jest już nasz człowiek
Sam Władimir Semirunnij podkreśla, jak wielką drogę przeszedł – od bariery językowej do pełnej swobody w komunikacji z kolegami z kadry.
Kiedy przyjechałem do Polski, znałem tylko angielski, co było wystarczające, by porozumiewać się i nawiązywać kontakty. Potem zacząłem uczyć się polskiego. [...] Zacząłem normalnie mówić, udzielam wywiadów po polsku, komunikuję się z chłopakami, w ogóle nie sprawia mi to problemu
Polska rośnie w siłę. Medalowy dorobek Biało-Czerwonych
Ten sukces smakuje wyjątkowo. To niesamowita odmiana dla polskiego sportu – w Pekinie cieszyliśmy się zaledwie z jednego krążka Dawida Kubackiego, a dziś, dzięki takim wojownikom jak Władimir Semirunnij i Kacper Tomasiak, Polska wyrasta na zimową potęgę. Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 pokazują, że Biało-Czerwoni nie są już tłem dla rywali.
Całą drogę Władimira najlepiej podsumowują słowa jego szkoleniowca. To one pokazują, jak wielki ciężar spadł z serca młodego mistrza.
Władimir przeżył tyle stresu przez ostatnie 2-3 lata, że to, co zrobił [...], należało mu się, jak chyba nikomu innemu. Ja, jako trener, przełknąłbym brak medalu, ale on po prostu musiał go zdobyć za te wszystkie wyrzeczenia i stresy, jakie przeżył przez ostatni okres