Koniec domysłów i teorii spiskowych. Amerykański Departament Sprawiedliwości właśnie otworzył puszkę Pandory. Kompletna baza danych dotycząca imperium s***ualnego Jeffreya Epsteina trafiła w ręce polityków. To 3 miliony stron materiałów, zdjęć i nagrań, które mogą pogrążyć światowe elity. Na liście, która wylądowała na biurkach kongresmenów, znajduje się ponad 300 nazwisk najpotężniejszych ludzi globu.
Koniec gry w chowanego. 300 nazwisk z "listy Epsteina" w cyfrowej bazie danych
To nie są już zakurzone teczki upchnięte w archiwum, o których istnieniu można zapomnieć. Zgodnie z ustawą o przejrzystości akt Epsteina (Epstein Documents Transparency Act), resort sprawiedliwości przekazał Kongresowi potężną, cyfrową bazę danych, którą można przeszukiwać jednym kliknięciem. Każdy e-mail, każde zdjęcie i każda notatka stały się teraz bronią w rękach polityków.
Przekazanie materiałów to efekt bezprecedensowej presji. Prokurator generalna Pam Bondi wysłała dysk z danymi do komisji sądowniczych Izby Reprezentantów i Senatu dopiero po serii burzliwych przesłuchań, podczas których kongresmeni z obu partii żądali prawdy. Skala materiału poraża – to miliony stron dokumentujących mroczne imperium, które zbudował zmarły w 2019 roku Jeffrey Epstein.
Creative Commons [Wikipedia: White House photographer, probably Ralph Alswang]
Królowie, prezydenci i gwiazdy popu. Kto znalazł się na "liście Epsteina"?
Lista nazwisk brzmi jak spis gości na najbardziej ekskluzywnym szczycie świata, który zamienił się w horror. Na liście obok politycznych gigantów, takich jak Donald Trump, Bill Clinton, Joe Biden czy Hillary Clinton, widnieją nazwiska, które mogą zszokować fanów popkultury. Mowa o takich ikonach jak Beyoncé, Michael Jackson, Bruce Springsteen czy Diana Ross.
W aktach przewijają się również wpływowi biznesmeni i wizjonerzy technologii – w tym Bill Gates i Elon Musk. Nie zabrakło przedstawicieli monarchii w osobie księcia Andrzeja oraz księcia Harry’ego.
Należy jednak pamiętać o jednym. Dokumenty nie dzielą osób na sprawców i przypadkowych świadków – to po prostu spis wszystkich, którzy choć raz przewinęli się przez otoczenie finansisty.
Nazwiska pojawiają się w różnych kontekstach – od twardych relacji biznesowych, przez spotkania towarzyskie, aż po przypadkowe wzmianki w korespondencji mailowej. Mimo to, obecność w bazie danych przestępcy s***ualnego dla wielu może oznaczać wizerunkowy koniec.
fot. AKPA
Mroczna przeszłość i polski ślad, który zaskoczył badaczy
Afera Epsteina to przede wszystkim dramat ofiar, handel nieletnimi i systemowe krycie wpływowych p***filów. Jednak w ujawnionych milionach stron kryje się wątek, który dla Polaków jest szczególnie intrygujący. Okazuje się, że Epstein nie tylko miał polskie korzenie (jego dziadek Julius urodził się w Białymstoku), ale wręcz obsesyjnie interesował się wydarzeniami nad Wisłą.
Cytowany przez RMF FM prof. Krzysztof Wasilewski, analizując dokumenty, wskazuje na szokujący fakt: przestępca na bieżąco komentował decyzje polskich władz.
Znał polską historię, śledził polską politykę. To też w tych dokumentach, które zostały ujawnione w miniony piątek, widać, bo, bo w nich opisuje swoje reakcje na poszczególne decyzje polskiego rządu, różnych ekip z różnych lat. Wypowiadał się na temat chociażby katastrofy smoleńskiej. Polska była więc była pod jego czujnym okiem.