To polityczne trzęsienie ziemi, którego nikt nie przewidział. Leszek Miller, symbol postkomunistycznej lewicy, niespodziewanie staje w szranki o honor żony prawicowego prezydenta, Karola Nawrockiego. Podczas gdy w sieci wrze po głośnym wywiadzie Pierwszej Damy, wpis byłego premiera dolał oliwy do ognia. Miller nie tylko bierze w obronę Martę Nawrocką, ale bezlitośnie punktuje współczesny feminizm, zarzucając mu hipokryzję.
Cisza, która krzyczała najgłośniej. O co poszło w wywiadzie Pierwszej Damy?
Tydzień temu Marta Nawrocka, Pierwsza Dama RP, usiadła naprzeciwko dziennikarki w studiu TVN24. Rozmowa miała dotyczyć jej fundacji, walki z hejtem oraz pracy w Krajowej Administracji Skarbowej, ale szybko zeszła na grząski grunt światopoglądowy. Choć w kwestii in vitro żona prezydenta postawiła sprawę jasno, mówiąc:
Nie ograniczałabym, jeżeli ktoś nie może mieć dziecka
to pytania o obecny porządek prawny dotyczący aborcji zbyła wymownym milczeniem.
To właśnie ta cisza stała się najgłośniejszym momentem programu. Środowiska lewicowo-liberalne natychmiast przypuściły szturm, oskarżając Martę Nawrocką o brak solidarności z kobietami i uległość wobec konserwatywnego męża. Wydawało się, że Pierwsza Dama została sama na placu boju, otoczona przez krytyków domagających się jasnych deklaracji w sprawie prawa aborcyjnego. I wtedy, z zupełnie niespodziewanej strony, nadeszła odsiecz.
x.com/chrzanikx
CZYTAJ TAKŻE: Najprzystojniejszy poseł Lewicy broni Marty Nawrockiej. Fani odcinają się od Łukasza Litewki
Miller kontra "ortodoksja". Były premier wywraca stolik
Do dyskusji w social mediach wkroczył Leszek Miller. Zamiast dołączyć do chóru krytyków, co byłoby naturalne dla polityka jego formacji, rzucił koło ratunkowe żonie prezydenta. Zdiagnozował zjawisko, które nazwał "współczesną ortodoksją emancypacyjną". Jego zdaniem, wściekły atak na Nawrocką nie wynika z tego, co powiedziała (lub przemilczała), ale z tego, że odważyła się wybrać tradycję.
Wywiad Marty Nawrockiej wywołał w wielu środowiskach bardziej odruch oburzenia niż spokojną polemikę. Nie dlatego, że małżonka prezydenta powiedziała coś obraźliwego (...) Powiedziała coś znacznie bardziej kłopotliwego: że kobieta może być spełniona także poza scenariuszem, który współczesna ortodoksja emancypacyjna uznaje za jedynie słuszny. I tu zaczyna się istota problemu.
Miller punktuje, że wyzwolenie kobiety nie może oznaczać przymusu bycia "nowoczesną" za wszelką cenę. Według niego, Nawrocka stała się celem, bo jej postawa burzy uproszczony obraz świata promowany przez radykalne odłamy ruchów kobiecych.
Wywiad Marty Nawrockiej wywołał w wielu środowiskach bardziej odruch oburzenia niż spokojną polemikę. Nie dlatego, że małżonka prezydenta powiedziała coś obraźliwego. Nie dlatego, że kogokolwiek zaatakowała. Wręcz przeciwnie. Powiedziała coś znacznie bardziej kłopotliwego: że… pic.twitter.com/9ntwLGU2GK
— Leszek Miller (@LeszekMiller) February 20, 2026
"Paradoks naszych czasów". Miller oskarża ruchy kobiece o hipokryzję
Były premier idzie o krok dalej i zarzuca współczesnemu feminizmowi, że ten "rości sobie prawo do definiowania", jak powinno wyglądać życie szczęśliwej kobiety. Miller zauważa, że emancypacja kobiet wpadła we własną pułapkę – z walki o wolność wyboru zmieniła się w dyktaturę "jedynych słusznych" decyzji.
Jeżeli kobieta mówi: "najważniejsza jest dla mnie kariera" — jest symbolem nowoczesności. Jeżeli mówi: "najważniejsza jest dla mnie rodzina" — natychmiast pojawia się podejrzenie, że padła ofiarą presji, stereotypu albo "wewnętrznej opresji".
Polityk nazywa to zjawisko "paradoksem naszych czasów". Zauważa gorzko, że ruch, który powstał w imię wolności, coraz częściej próbuje tę wolność interpretować według jednego, z góry ustalonego schematu. W jego opinii, nie wolno stygmatyzować kobiet, dla których tradycyjny model rodziny jest świadomym wyborem, a nie przymusem.
Leszek Miller z wnuczką Moniką Miller / Fot. instagram.com/monika.milller
"Największym wyzwaniem są kobiety". Gorzka diagnoza na koniec
Analiza Millera kończy się wnioskiem, który z pewnością nie przysporzy mu fanów w środowiskach postępowych. Były premier twierdzi, że słowa Marty Nawrockiej przypomniały o rzeczy niewygodnej: nie wszystkie kobiety traktują tradycję jako zagrożenie, z którego trzeba je "wyzwalać".
A największym wyzwaniem dla współczesnego feminizmu nie są jego przeciwnicy. Są nim kobiety, które przypominają, że wolność nie polega na wyborze wskazanej drogi, lecz na prawie do wyboru własnej.
"Miller oszalał?" kontra "W punkt!". Sieć zapłonęła po wpisie polityka
Wpis byłego premiera wywołał w internecie prawdziwą burzę, dzieląc komentujących na dwa wrogie obozy. Część internautów nie kryje rozczarowania postawą legendy lewicy, zarzucając mu "dziaderskie" podejście i niezrozumienie istoty praw kobiet.
Leszek, czy Ty naprawdę bronisz patriarchatu? To nie jest wolny wybór, to wynik systemowej opresji, której Nawrocka jest twarzą. Zawiodłem się
– pisze jeden z oburzonych użytkowników X.
Z drugiej strony, Leszek Miller zyskał niespodziewane poparcie w kręgach konserwatywnych i wśród osób zmęczonych agresywną retoryką polityczną.
Wreszcie ktoś to powiedział głośno! Brawo Panie Premierze za odwagę cywilną. Feminizm powinien dawać wybór, a nie nakaz nienawidzenia rodziny
komentuje internautka pod postem polityka.
Szacunek za obiektywizm. Można się nie zgadzać z mężem Pani Marty, ale ona ma prawo żyć po swojemu. Miller w punkt!
– dodaje inny komentujący.
Jedno jest pewne: Leszek Miller ponownie udowodnił, że potrafi włożyć kij w mrowisko i zburzyć spokój po obu stronach politycznej barykady.