Rafał Główczyński — salwatorianin, który pod pseudonimem "Ksiądz z osiedla" podbija internet, właśnie zadebiutował w najbardziej mrocznym show TVN. Duchowny, który bez skrupułów przejął agencję towarzyską i urządza imprezy pod mostem do białego rana, znów zaszokował wiernych. Jego metody ewangelizacji budzą skrajne emocje — od zachwytu po niedowierzanie. Tym razem jednak kulisy jego decyzji o udziale w programie o kłamstwie są bardziej zaskakujące niż sam format.
"Myślałem, że jadę na wycieczkę". Szokująca wpadka księdza przed wejściem do nieprzyzwoitego show TVN
Zamiast luksusowej wycieczki i zwiedzania Francji, na miejscu czekał na niego zamek pełen intryg i kłamstwa. Salwatorianin przyznał z rozbrajającą szczerością, że show pomylił z kultowym "Agent - Gwiazdy TVN". Wizja darmowej wycieczki na koszt stacji była kusząca, zwłaszcza że produkcja zagrała va banque, obiecując mu niezwykły bonus — opłacenie przejazdu na rekolekcje w Lourdes po odpadnięciu z show. To brzmi jak plan idealny, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te marzenia.
Dopiero na planie zdjęciowym ksiądz Rafał Główczyński zorientował się, że "The Traitors. Zdrajcy" to nie wakacyjna przygoda, a nieprzyzwoita gra psychologiczna wymagająca manipulacji. Jego tłumaczenie tej pomyłki stało się hitem sieci.
Dostałem zaproszenie, natomiast tak szczerze to ja trochę pomyliłem programy. Kiedyś oglądałem taki program "Agent" i tam był taki jeden zły i ci wszyscy dobrzy, więc była taka trochę wycieczka zorganizowana w fajne miejsca. Ja byłem przekonany, że jadę na wycieczkę do Francji na koszt TVN, no więc w ogóle generalnie będzie fajnie. Jeszcze tym bardziej, że przekonali mnie tym, że potem obiecali mi, że jak już odpadnę z programu, to potem opłacą mi przejazd na moje rekolekcje kapłańskie w Lourdes. Więc w sumie po prostu cudownie. Ale na miejscu właśnie dowiedziałem się, że to nie jest ten program i pytam: "to co ja mam robić?" i oni mówią: "to nie oglądałeś?". Nie, no oglądałem...
- zdradził portalowi Eska.pl.
AKPA
"Moje ukryte cele". Dlaczego ksiądz poszedł do programu o zdradzie?
Decyzja o występie w "The Traitors. Zdrajcy" spotkała się z mieszanymi reakcjami, ale ksiądz w programie TVN miał w tym swój precyzyjny plan. Jak sam przyznaje, statystyki są nieubłagane — młodzi ludzie znikają z kościołów, ale są obecni w internecie i przed telewizorami. Jego strategia jest prosta: skoro owce nie przychodzą do pasterza, pasterz idzie na szklany ekran.
Co ciekawe, parafianie dowiedzieli się o jego telewizyjnej karierze dopiero po fakcie, co zaowocowało powstaniem uroczych "parafialnych kółek oglądania". Rafał Główczyński liczy na to, że jego medialna obecność przełamie lody.
Statystycznie teraz w kościołach mamy chyba jakieś 15-20% społeczeństwa, natomiast jeśli chodzi o ludzi młodych, to jest zdecydowanie mniej, ale praktycznie wszyscy są w internecie, w mediach. Więc gdyby cała młodzież była u mnie w niedzielę na mszy, to bym był w kościele, a ponieważ nie są, to poszedłem tam, gdzie są, czyli tym razem na ekran telewizora.
Duchowny nie ukrywa, że liczy na efekt domina i bezpośrednie relacje z widzami.
Szczerze mówiąc cieszy mnie bardzo, że ta emisja jest w niedzielę, bo mam taką nadzieję, że nawet jak ktoś mnie nie zobaczy w kościele, to zobaczy potem w programie i może pójdzie za tydzień, zagada "ojcze może spowiedź, może kawka, może herbatka, co trzeba?". To są takie moje ukryte cele.