Najczarniejszy scenariusz stał się faktem. Luksusowy paryski klub sportowy zamienił się w arenę koszmaru, gdy 57-letnia gwiazda spędziła pod wodą cztery minuty bez dostępu do tlenu. Lekarze przez tydzień toczyli heroiczną batalię o jej życie, ale przeznaczenie okazało się bezlitosne. Córki uwielbianej artystki wydały druzgocące oświadczenie.
Nadia Farès znaleziona w basenie – dramatyczna walka o oddech
Fakt, że Nadia Farès nie żyje, wstrząsnął całym Paryżem, a jej dramat rozegrał się 11 kwietnia w ekskluzywnym kompleksie Blanche. Aktorka trenowała pływanie z użyciem płetw i deski, gdy w ułamku sekundy niespodziewanie opadła na dno. Niestety, minęły od trzech do czterech długich minut, zanim ktokolwiek na miejscu zareagował na to, co działo się pod taflą wody.
Widok bezwładnego ciała na dnie basenu wprawił obecnych w osłupienie. Po wyłowieniu 57-latki świadkowie stwierdzili całkowity brak oddechu, co wymusiło natychmiastowy masaż serca i ratunkowe użycie defibrylatora. Zrozpaczona obsługa wezwała pomoc, a gwiazda w stanie krytycznym natychmiast trafiła do renomowanego szpitala Pitié-Salpêtrière.
instagram.com/nadia_fares
Nadia Farès i przyczyna śmierci. Rodzina pożegnała gwiazdę Netflixa
Choć dzisiaj wiemy już, że Nadia Farès nie żyje, jej bliscy do samego końca wierzyli w ostateczny cud. Śpiączka farmakologiczna miała być ostatnią deską ratunku dla potwornie wycieńczonego i niedotlenionego organizmu uwielbianej artystki. Bezpośrednią przyczyną zgonu, jak oficjalnie przekazali francuscy lekarze, było jednak nieodwracalne zatrzymanie akcji serca.
Gdy zgasła ostatnia iskra nadziei, zdruzgotane córki gwiazdy, Shanna i Cécilia, przerwały milczenie. To poruszające wyznanie po prostu wbija w fotel każdego, kto przez lata śledził karierę tej wyjątkowej kobiety. W piątkowy wieczór, 17 kwietnia 2026 roku, w mediach ukazał się łamiący serce komunikat.
Z ogromnym smutkiem informujemy, że w ten piątek zmarła Nadia Fares. Francja straciła wielką artystkę, ale dla nas jest to przede wszystkim mama, którą właśnie straciłyśmy
- Shanna i Cécilia (córki Nadii Fares)
canva.com
Kariera i problemy z sercem. Aktorka "Purpurowych rzek" ukrywała tajemnicę
Wiadomość o tym, że Nadia Farès nie żyje, wywołała falę rozpaczy, ale prawda o stanie zdrowia gwiazdy była pilnie strzeżona przed mediami. To nie był bowiem pierwszy raz, gdy jej serce odmówiło posłuszeństwa w najmniej oczekiwanym momencie. Jak właśnie prawda wyszła na jaw, w 2007 roku przeszła ona poważną operację wycięcia tętniaka, a w ciągu zaledwie czterech lat aż trzy ciężkie operacje serca.
Ten zatajany fakt absolutnie mrozi krew w żyłach, bo dowodzi, jak skrajnie osłabiony był jej organizm na długo przed tragicznym wypadkiem w wodzie. Mimo licznych przeciwności losu, pochodząca z Marrakeszu gwiazda zbudowała niesamowity dorobek artystyczny. To brawurowa rola u boku Jeana Reno w mrocznym hicie "Purpurowe rzeki" z 2000 roku oraz seria świetnych występów w serialu "Marsylia" zapewniły jej aktorską nieśmiertelność.
Prywatnie gwiazda spełniała się jako kochająca żona potężnego producenta, Steve'a Chasmana, u boku którego wychowywała dwójkę pociech. Dzisiaj pozostaje po niej wspaniała filmografia i niedowierzanie fanów na całym świecie, że ta barwna historia znalazła tak tragiczny i przedwczesny finał.