Krzysztof Jackowski przewidział to z porażającą dokładnością. W Puszczy Solskiej (powiat biłgorajski) spłonęło blisko 300 hektarów lasu, a podczas walki z żywiołem zginął 65-letni pilot samolotu gaśniczego. Dopiero tytaniczne zaangażowanie ponad 600 osób i ulewny deszcz przyniosły przełom. Prokuratura już szuka winnych tej katastrofy ekologicznej.
Przepowiednia Krzysztofa Jackowskiego na 2026 rok
Krzysztof Jackowski już w grudniu 2025 roku przedstawił wizję na nadchodzące miesiące. Zamiast wdawać się w długie opisy, od razu przeszedł do konkretów dotyczących zbliżającej się katastrofy.
"W jakimś rogu Polski spłonie potężna połać lasu. Ten pożar będzie długo gaszony" — ostrzegał Krzysztof Jackowski w grudniu 2025 roku podczas transmisji internetowej.
Te słowa Krzysztofa Jackowskiego znalazły brutalne potwierdzenie we wtorek, 5 maja 2026 roku. W godzinach popołudniowych w Puszczy Solskiej, na terenie Nadleśnictwa Józefów, wybuchł wielkopowierzchniowy pożar. Ogień zajął około 300 hektarów samej powierzchni pogorzeliska, a cały obszar operacyjny służb objął blisko 1000 hektarów. Z powodu ogromnego zagrożenia i gęstego dymu podjęto decyzję o zamknięciu drogi wojewódzkiej nr 849.
AKPA
Katastrofa samolotu i śmierć pilota w Puszczy Solskiej
Walka z żywiołem, która rozpoczęła się 5 maja, pochłonęła najwyższą cenę. W trakcie powietrznych działań ratowniczych doszło do katastrofy samolotu gaśniczego M18 Dromader. W jej wyniku zginął 65-letni pilot maszyny, wykonujący zrzuty wody nad płonącymi terenami puszczy.
Skala zjawiska przed którym stanęły służby, była przytłaczająca. Walka ze ścianą ognia wyczerpywała strażaków i leśników. Poruszający obraz tej nierównej walki przedstawił kilka dni później jeden z uczestników lotniczej akcji gaśniczej.
"Pierwszego dnia czułem się jakbym łyżeczką od herbaty próbował zgasić ognisko. Ten pożar był tak intensywny. [...] Tutaj dym wygrywał ze mną od razu. Na dzień dobry wiedziałem, że to będzie ciężka sytuacja" — wyznał pilot śmigłowca Dawid Bereziński 8 maja dla Radia Lublin, wspominając pierwsze chwile walki z ogniem.
Śledztwo prokuratury i dogaszanie pożaru
W działaniach operacyjnych wzięło udział ponad 600 osób: strażacy Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, żołnierze WOT oraz funkcjonariusze policji i służby leśne. W czwartek, 7 maja, Prokuratura Rejonowa w Biłgoraju wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania pożaru (art. 163 par. 2 Kodeksu karnego). Głos w sprawie przyczyn tragedii zabrał m.in. gen. Ryszard Grosset, który otwarcie wskazał na błąd ludzki, określając zachowanie sprawców mianem "niefrasobliwości".
Decydujący dla losów regionu okazał się nocny ulewny deszcz. Z 7 na 8 maja opady znacznie ułatwiły działania służbom naziemnym, co umożliwiło wreszcie bezpieczne wycofanie śmigłowców i samolotów gaśniczych. Ostateczne podsumowanie morderczej akcji nastąpiło w piątkowy poranek podczas konferencji w miejscowości Osuchy.
"Pożar mamy opanowany. Mamy pewność, że pożar się nie rozprzestrzeni" — poinformował nadbryg. Sławomir Sierpatowski, zastępca komendanta głównego PSP, ogłaszając opanowanie sytuacji.