W Lublinie doszło do gwałtownego zwrotu w symbolice miejskiej. W sobotę 30 maja 2026 roku z gmachu ratusza zniknęła flaga Ukrainy, która powiewała tam nieprzerwanie od 2022 roku obok barw Polski i Unii Europejskiej. Radykalny ruch urzędników jest bezpośrednią odpowiedzią na kontrowersyjny dekret Wołodymyra Zełenskiego. Kilka dni wcześniej prezydent sąsiedniego państwa zdecydował o nadaniu jednostce specjalnej imienia "Bohaterów UPA".
Dekret Wołodymyra Zełenskiego i zbrodnie UPA
Wołodymyr Zełenski wywołał w Polsce falę ogromnego oburzenia swoim dekretem, który ujrzał światło dzienne w środę 27 maja. Prezydent Ukrainy nadał wówczas Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Ukrainy nazwę "Bohaterów UPA". Polska odebrała ten krok jako bolesny cios w pamięć o ofiarach tragicznej historii obu narodów.
Należy przypomnieć, że w latach 1943-1945 Ukraińska Powstańcza Armia dokonała bezwzględnego ludobójstwa na Polakach zamieszkujących tereny na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. W wyniku tych brutalnych działań zginęło około 100 tysięcy bezbronnych osób. Decyzja prezydenta walczącego aktualnie z Rosją państwa natychmiast spotkała się ze stanowczą reakcją najwyższych władz w naszym kraju.
Do tych wydarzeń odniósł się w maju również prezydent Karol Nawrocki. Uznał on zachowanie ukraińskiej głowy państwa za absolutnie niedopuszczalne. Zaproponował odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Prezydent Ukrainy otrzymał to odznaczenie w 2023 roku jako wielki symbol wsparcia w obliczu brutalnej rosyjskiej inwazji.
instagram.com/andriy.gavryliv
CZYTAJ TAKŻE: Drobne na waciki za rajd w Tatrach? Internauci wściekli po śmiesznym mandacie, ale MSWiA wkracza do akcji!
Ratusz w Lublinie odpiera zarzuty radnego PiS i wyjaśnia powody decyzji
Piotr Gawryszczak, radny z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, zareagował na sytuację nieco wcześniej. We wtorek 26 maja złożył oficjalną interpelację. W swoim piśmie samorządowiec kategorycznie domagał się od prezydenta miasta usunięcia ukraińskich flag z budynków magistratu. Apel radnego zbiegł się w czasie z rosnącym napięciem wokół dyplomatycznego incydentu.
Lubelski ratusz stanowczo odciął się od nacisków lokalnego polityka zaraz po usunięciu z gmachu ratusza zagranicznych barw. Justyna Góźdź, rzeczniczka prezydenta Lublina, w oficjalnym komunikacie oraz w rozmowie z mediami wyjaśniła, że decyzja była bezpośrednią reakcją na gest Kijowa. Działanie to stanowi wyraz głębokiej solidarności ze stanowiskiem polskiego MSZ i Ambasady RP wobec prezydenta Ukrainy.
Gloryfikacja formacji odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej godzi w pamięć historyczną naszego narodu, rani pamięć polskich ofiar i utrudnia budowanie szczerego dialogu między naszymi narodami
— czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez ratusz.
facebook.com/prezydentpawelmaj
Mieszkańcy i politycy mocno podzieleni po zdjęciu flagi
Pan Roman, wieloletni mieszkaniec miasta, udzielił poruszającej wypowiedzi po sobotnim zdjęciu flagi z budynku ratusza. Mężczyzna w rozmowie z mediami zwrócił uwagę na skomplikowany kontekst trwającej wojny i wyzwania, z jakimi wiąże się tak zdecydowany gest urzędników. Jego słowa doskonale oddają ogromne obawy części społeczeństwa, które boi się nagłego pogorszenia stosunków w niezwykle trudnym czasie.
Ja uważam, że to jest bardzo zły moment. Przypominam, że Ukraińcy jeszcze ciągle trzymają linię frontu daleko od nas. Walczą z Rosjanami trochę w naszym imieniu. I co my teraz się od nich odwracamy? Żeby to źle nie wyszło. Dla mnie to jest stąpanie po cienkim lodzie
— ocenił pan Roman w wypowiedzi dla portalu Interia.
Głosy krytyczne płyną nie tylko od mieszkańców, ale i z wewnątrz rady miasta. Piotr Choduń, szef klubu radnych prezydenta Krzysztofa Żuka, nie zostawił suchej nitki na działaniach opozycji, twierdząc, że radni PiS "mącą", co jest wodą na młyn dla środowisk nacjonalistycznych.
Pan Sławomir, kolejny mieszkaniec miasta, prezentuje natomiast zupełnie inną, niezwykle stanowczą perspektywę na wydarzenia pod magistratem. Zwraca on uwagę na asertywność i szacunek dla historii. To one, jego zdaniem, powinny być fundamentem relacji sąsiedzkich. Mężczyzna uznał gloryfikowanie zbrodniczych formacji za historyczną barierę nie do zaakceptowania.
Oczywiście, że trzeba było (ściągnąć ukraińską flagę). Pomoc, pomocą, ale coraz słyszę jak oni chwalą UPA. Dla mnie to nie są przyjaciele
— stwierdził wprost pan Sławomir w rozmowie z dziennikarzami Interii.
Twarda decyzja urzędników pokazuje, że tragiczne losy Polaków zamordowanych na Wołyniu wciąż budzą ogromne i głębokie emocje. Choć bezinteresowne wsparcie dla walczącej Ukrainy w mieście trwało nieprzerwanie od pierwszych dni wojny, zderzenie z dyplomatycznymi gestami ukraińskiej głowy państwa doprowadziło do ostrego kryzysu i zdecydowanych działań lokalnego samorządu.