Maja Chwalińska jako pierwsza tenisistka w historii ery open dotarła do finału Roland Garros, startując z kwalifikacji, a teraz w glorii chwały wylądowała w Warszawie. Polskie Linie Lotnicze LOT nadały powrotnej maszynie specjalny znak wywoławczy „LOTMAJA”. Sam lot stał się czasowo najczęściej śledzonym połączeniem w aplikacji Flightradar24. Imponujący paryski rajd wywindował tenisistkę w oficjalnym rankingu WTA o 93 pozycje. Chwalińska awansowała ze 114. aż na 21. miejsce na świecie.
Powitanie Mai Chwalińskiej na lotnisku Okęcie
24-letnia Maja Chwalińska w poniedziałkowy poranek dotarła na Lotnisko Chopina w Warszawie, gdzie czekała na nią niespodzianka. Samolot wylądował dokładnie o godzinie 9:24. Kilkanaście minut później, między 9:40 a 9:43, wicemistrzyni pojawiła się w hali przylotów. Gdy tylko tenisistka przekroczyła próg terminala, z głośników popłynęły dźwięki kultowej „Pszczółki Mai” Zbigniewa Wodeckiego — ten wzruszający gest sprawił, że wielu fanom zakręciła się łza w oku. Na miejscu czekały na nią tłumy wiernych fanów i obiektywy dziesiątek kamer.
Emocje na terminalu momentami brały górę nad standardowymi procedurami. Do akcji musiał wkroczyć ochroniarz, gdy jeden z fanów próbował wręczyć tenisistce bukiet kwiatów, który był nietypowo przymocowany do rakiety. Ostatecznie krótka interwencja zakończyła się pozytywnie i zdeterminowanemu kibicowi udało się przekazać przygotowany upominek.
A jak wyglądała podróż z Paryża nad Wisłę? Kulisy tego wyjątkowego lotu wyjawiła w rozmowie z dziennikiem "Fakt" pani Dorota, pasażerka podróżująca na pokładzie tej samej maszyny.
Atmosfera była fantastyczna, było spokojnie. Był pełen komfort dla naszej finalistki. Wszystko odbywało się z dużą dyskrecją.
Maja Chwalińska przyleciała do Polski! ? pic.twitter.com/DTMw1JW5Zc
— Fakt (@Fakt_pl) June 8, 2026
Maja mogła czuć się w samolocie anonimowo, pani Dorota przyznała, że nikt nie robił szumu wokół jej obecności na pokładzie.
Ile zarobiła Maja Chwalińska na Roland Garros 2026?
Maja Chwalińska jeszcze w sobotę 6 czerwca rozgrywała najważniejszy mecz życia na kortach w Paryżu. Podczas wielkiego finału turnieju Roland Garros przegrała ostatecznie z Mirrą Andriejewą wynikiem 3:6, 2:6. Sama obecność w ostatnim etapie turnieju to jednak nie tylko ogromny prestiż, ale i przepustka do zupełnie innego wymiaru luksusu.
Jeszcze dwa tygodnie temu Maja Chwalińska wracała po treningu do mikroskopijnej, 25-metrowej kawalerki w bloku. Dziś na jej konto wpłynie astronomiczna kwota, która pozwoliłaby na zakup całego piętra w apartamentowcu. To skromne mieszkanie przed turniejem było zlokalizowane zaledwie kilkaset metrów od kortów klubu BKT Advantage Bielsko-Biała. Za spektakularny awans do finału zawodniczka otrzymała 1,4 miliona euro brutto, czyli astronomiczną kwotę blisko 6 milionów złotych.
Sama zawodniczka wypowiada się o nowo zdobytym majątku bez absolutnie żadnego szaleństwa w głosie. Zapytana po turnieju o najbliższe wydatki, postawiła na chłodny pragmatyzm.
Pewnie coś sobie kupię, ale szczerze — nie mam jeszcze nic szczególnego. Na pewno będę chciała jeszcze zainwestować w siebie i swój tenis. Podpytam trenera Maćka, jak mogę sobie pomóc, jakiś sprzęt może. Myślę, że to będzie taki priorytet dla mnie na ten moment.
Na zdj.: Maja Chwalińska, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Podatek we Francji pomniejszy historyczną wygraną
Kosmiczne zarobki wywalczone przez Maję Chwalińską to niestety kwota brutto, która brutalnie stopnieje w zderzeniu z urzędniczą rzeczywistością. Francuski urząd skarbowy słynie z bezlitosnego egzekwowania należności z nagród sportowych. W tym przypadku realna stawka może wynieść około 45 procent. Oznacza to, że niemal 2,8 miliona złotych trafi w ręce fiskusa.
Perspektywa odciętej połowy wygranej natychmiast wywołała oburzenie wśród kibiców nad Wisłą. Sprawę gigantycznego potrącenia skomentował urzędujący minister finansów Andrzej Domański. Tego samego dnia polityk odniósł się do kwestii podatkowej w programie "Fakty po Faktach" stacji TVN24. Podczas rozmowy poruszono temat obciążeń finansowych zawodniczki.
Będziemy się niedługo widzieć, więc poruszę ten temat, aczkolwiek oczywiście francuski fiskus, podobnie jak polski, stara się mieć zasady.