Łukasz Litewka zginął tragicznie pod kołami samochodu, a teraz sprawca wypadku domagał się zwrotu prawa jazdy. We wtorek, 16 czerwca Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej wydał prawomocną decyzję w sprawie 57-letniego Sławomira K., który śmiertelnie potrącił 36-letniego posła. Rodzina zmarłego polityka nie kryła oburzenia postawą kierowcy, który mimo postawionych zarzutów, chciał znów usiąść za kółkiem.
Prawomocna decyzja sądu w Dąbrowie Górniczej w sprawie Sławomira K.
Sprawa tragicznej śmierci, w której zginął poseł Łukasz Litewka, wywołuje w jego bliskich ogromne cierpienie. We wtorek, 16 czerwca tamtejszy sąd rozpatrywał zażalenie na decyzję prokuratury o zatrzymaniu podejrzanemu uprawnień do kierowania pojazdami. 57-letni Sławomir K. bezskutecznie domagał się zwrotu prawa jazdy. Sędzia postanowił utrzymać w mocy wcześniejszą decyzję organów ścigania, kategorycznie odrzucając wniosek podejrzanego mężczyzny. Decyzja ogłoszona we wtorek jest prawomocna.
Na sądowych korytarzach obecni byli wczoraj najbliżsi zmarłego, dla których próba odzyskania dokumentu przez kierowcę była wyjątkowo bolesnym doświadczeniem. Przeżywająca żałobę rodzina z uwagą przysłuchiwała się argumentom prawnym. Zdzisław Litewka, ojciec posła, w rozmowie z reporterką "Faktu" przed ogłoszeniem ostatecznej decyzji nie ukrywał swoich obaw.
Gdyby oddali mu teraz prawo jazdy to tak naprawdę świadczyłoby to o tym, jaki jest tutaj stosunek wymiaru sprawiedliwości.
Głos w sprawie powrotu podejrzanego za kierownicę zabrała również Natalia Bacławska. Partnerka Łukasza Litewki w udzielonej 16 czerwca wypowiedzi dla serwisu "Fakt" podkreśliła swoje głębokie poczucie niepokoju. Kobieta zwróciła uwagę na liczne nieścisłości w dotychczasowych tłumaczeniach mężczyzny.
Nie chciałabym żyć w kraju, w którym osoby, które zabijają inne osoby, nie są w stanie w ogóle wytłumaczyć dlaczego. Składają one kilkukrotnie zeznania, które są za każdym razem inne, wsiadają za kółko. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Biorąc pod uwagę, że ta osoba mieszka nieopodal, bałabym się wyjść z psem. Bałabym się, że zasłabnie, zemdleje, wyleje mu się kawa na spodnie albo pomyśli, że to ptak.
instagram.com/natalia.baclawska
Tragiczny wypadek Łukasza Litewki na ulicy Kazimierzowskiej
Do dramatycznych wydarzeń doszło blisko dwa miesiące przed ostateczną decyzją sądu, dokładnie 23 kwietnia 2026 roku. Około godziny 13:00 na ulicy Kazimierzowskiej 57-letni Sławomir K., kierując samochodem marki Mitsubishi Colt, zjechał na przeciwległy pas ruchu. Pojazd potrącił jadącego prawidłowo na rowerze Łukasza Litewkę. Zaledwie kilka tygodni później, 29 maja, nowe informacje przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, Bartosz Kilian. Ujawnił on ustalenia oparte na pełnej opinii z sekcji zwłok. Bezpośrednią przyczyną śmierci 36-letniego posła był ciężki uraz nogi i przerwanie ciągłości kluczowych arterii, w tym tętnicy udowej. W konsekwencji doprowadziło to do masywnego krwotoku.
screen Uwaga TVN
Brak świadków potrącenia posła i wyniki badań toksykologicznych
Mimo prowadzonych na szeroką skalę działań, w śledztwie wciąż brakuje jednego niezwykle ważnego elementu. Nowe informacje w tej sprawie prokuratura przekazała w miniony wtorek. Organom ścigania nie udało się dotąd odnaleźć żadnego naocznego świadka potrącenia posła. Śledczy na bieżąco analizują nagrania z działań służb, jednak moment tragedii wciąż pozostaje największą zagadką dla śledczych. Przedstawiono również kluczowe wnioski z zabezpieczonych opinii toksykologicznych oraz analizy telefonu 57-latka.
Wyniki przeprowadzonych badań jednoznacznie wykluczyły kilka popularnych przyczyn podobnych zdarzeń drogowych. Ustalono, że w chwili spowodowania wypadku Sławomir K. był całkowicie trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem środków odurzających. Biegli potwierdzili także, że mężczyzna nie zażywał żadnych leków wpływających na koncentrację. Analiza jego urządzeń wykazała, że w kluczowych ułamkach sekund nie korzystał on z telefonu komórkowego.