Aryna Sabalenka zaliczyła bolesny upadek podczas półfinałowego starcia na prestiżowym turnieju WTA 500 w Berlinie. Liderka światowego rankingu została wręcz ośmieszona przez Jessicę Pegulę, przegrywając 4:6, 7:6(4), 0:6 i prezentując absolutny brak panowania nad buzującymi emocjami. Zamiast sportowej klasy, kibice w stolicy Niemiec zobaczyli furię, a na dodatek Białorusinka zanotowała haniebny antyrekord, jakiego historia tenisa jeszcze nie widziała.
Porażka Aryny Sabalenki z Jessicą Pegulą
Aryna Sabalenka z pewnością nie będzie dobrze wspominać tegorocznej wizyty w stolicy Niemiec. Półfinałowe starcie w Berlinie przyniosło gigantyczne emocje, ale wcale nie z powodu wybitnych zagrań Białorusinki. Spotkanie z Jessicą Pegulą miało bardzo burzliwy przebieg i zostało w pewnym momencie przerwane z powodu opadów deszczu. Stało się to w niezwykle nerwowej chwili, przy wyniku 3:1 dla Jessiki Peguli w trzynastym gemie, czyli tie-breaku drugiego seta. Po przymusowej przerwie Białorusinka zdołała odwrócić losy tej partii i wygrać ją 7:6(4), ale na tym jej sukcesy tego dnia się skończyły.
Białorusinka od samego początku decydującej partii szukała winnych swojej słabej dyspozycji poza własnymi umiejętnościami. Już w drugim gemie trzeciego seta Sabalenka z furią na twarzy narzekała na stan berlińskiej mączki oraz na to, w jaki sposób odbijają się od niej piłki. Ta frustracja tylko nakręcała Pegulę, która konsekwentnie realizowała swój plan.
instagram.com/arynasabalenka
CZYTAJ TAKŻE: Aryna Sabalenka zaręczona! Milioner uklęknął przed nią w japonkach. "Nie miałam zielonego pojęcia" [wideo]
Frustracja Aryny Sabalenki i historyczny antyrekord liderki rankingu WTA
Aryna Sabalenka w decydującym, trzecim secie zaprezentowała całkowitą bezradność. Jessica Pegula grała wyjątkowo mądrze taktycznie, konsekwentnie posyłając piłki pod nogi rywalki. Taka bezlitosna strategia wywoływała u Białorusinki narastającą frustrację i wściekłość, które ostatecznie doprowadziły ją do spektakularnej klęski na korcie. Amerykanka wygrała wszystkie gemy w trzeciej partii, rozbijając sfrustrowaną przeciwniczkę aż 6:0.
Porażka w takim stylu to nie tylko potężny powód do wstydu, ale też zapisanie się na niechlubnych kartach historii sportu. Aryna Sabalenka przegrała decydujący set 0:6 w dwóch kolejnych turniejach. To sytuacja, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyła liderka rankingu WTA. Jakby tego było mało, Białorusinka kompletnie nie udźwignęła ciężaru porażki poza kortem i zbojkotowała regulaminowe obowiązki. Po prostu nie wzięła udziału w obowiązkowej konferencji prasowej po porażce z Amerykanką. Obrażanie się na świat i ucieczka od trudnych pytań okazały się dla niej łatwiejsze niż pokazanie sportowej klasy.
Opanowanie Jessiki Peguli na korcie i awans do finału turnieju
Jessica Pegula to na korcie absolutne przeciwieństwo swojej półfinałowej rywalki. Amerykańska tenisistka przypisała swoje zwycięstwo nad Aryną Sabalenką właśnie sferze mentalnej, wskazując, że jej imponujące opanowanie pozwoliło jej utrzymać pełną kontrolę po nieszczęśliwie przegranym tie-breaku. Jak sama przyznała, emocje nie są na korcie żadnym ułatwieniem.
Jestem dość wyluzowana. Jestem osobą dość opanowaną. Lubię chłonąć wszystko i jestem bardzo świadoma tego, co się dzieje. Dlatego nie jestem przesadnie emocjonalna i myślę, że właśnie tak staram się grać
— podsumowała Jessica Pegula w wywiadzie udzielonym na korcie po meczu.
Amerykanka, w przeciwieństwie do rzucającej gromami Białorusinki, uważa nadmierną ekspresję za zwykłą stratę sił, co niezwykle celnie wypunktowała w dalszej części rozmowy.
Wiele osób mówiło mi, kiedy byłam młodsza, że powinnam więcej krzyczeć i skakać. I szczerze mówiąc, wydaje mi się to po prostu marnowaniem energii. Staram się więc po prostu być sobą i tylko to się liczy
— dodała Jessica Pegula we wspomnianym wywiadzie.
Teraz przed opanowaną i zmotywowaną tenisistką z USA najważniejsze starcie całych zawodów, ponieważ w finale turnieju WTA 500 w Berlinie Jessica Pegula zmierzy się z Czeszką Lindą Noskovą. Pegula nie ukrywa, że już samo mentalne podniesienie się po deszczowej przerwie i rozprawienie z liderką światowego rankingu było dla niej wielkim sprawdzianem.
Wiedziałam, że jeśli wygram mecz, będę z siebie naprawdę dumna. Cieszę się z tego, jak się odmieniłam po opóźnieniu spowodowanym deszczem, przerwie i przegranym tie-breaku. Myślę więc teraz, patrząc wstecz, że chociaż chciałabym wygrać w dwóch setach. Mimo to jestem równie szczęśliwa, że wygrałam w trzech
– wyznała Jessica Pegula po awansie do finału.