Maja Chwalińska doznała bolesnej kontuzji stawu skokowego podczas meczu pierwszej rundy Wimbledonu, tracąc szansę na zwycięstwo przy własnej piłce meczowej. Dramat na londyńskim korcie zbiegł się z premierą wakacyjnego wydania „Vogue Polska”, na którego okładce tenisistka otwarcie opowiada o swojej wyniszczającej walce z depresją. To wstrząsające wyznanie sportsmenki, która po sukcesach w Paryżu musiała zmierzyć się z kolejnym ciosem od losu.
- W pierwszej rundzie Wimbledonu Polka zmierzyła się z Mananchayai Sawangkaew
- W drugim secie, o krok od zwycięstwa, doznała urazu stawu skokowego i mimo kontynuacji gry przegrała spotkanie
- Polka przeszła do historii jako pierwsza kwalifikantka, która dotarła do finału w Paryżu
- W szczerym wywiadzie dla „Vogue Polska” 24-latka wyznała, że depresja zmusiła ją wcześniej do przerwania kariery
Dramat na Wimbledonie. Kontuzja przy piłce meczowej
24-letnia Maja Chwalińska miała przed sobą ogromną szansę na kolejny wspaniały sukces. W poniedziałkowe popołudnie polska tenisistka wybiegła na trawiasty kort w Londynie, by rozegrać mecz pierwszej rundy tegorocznego Wimbledonu. Organizatorzy docenili jej wcześniejsze występy i przyznali jej „dziką kartę”, co pozwoliło ominąć trudne eliminacje. Jej rywalką była Mananchaya Sawangkaew, a spotkanie początkowo układało się dla naszej reprezentantki wręcz doskonale.
W drugim secie zawodniczka prowadziła już 5:2. Dzielił ją punkt od wygranej i ułamki sekund od awansu do kolejnego etapu wielkich rozgrywek. Wtedy wydarzyło się coś, co mrozi krew w żyłach każdego sportowca – noga Polki uciekła na śliskiej trawie. Tenisistka niefortunnie poślizgnęła się na korcie, a jej kostka wykręciła się w nienaturalny sposób.
Choć ból musiał być obezwładniający, a możliwości ruchowe drastycznie spadły, reprezentantka poprosiła o interwencję medyczną i za wszelką cenę postanowiła dokończyć grę. Odrzuciła możliwość kreczu, pokazując ogromny hart ducha. Uraz okazał się jednak zbyt poważny, by móc rywalizować z przeciwniczką na sto procent. Przegrała to dramatyczne starcie wynikiem 6:2, 5:7, 2:6. Sytuację na londyńskim korcie w dobitnych słowach podsumował komentator sportowy Adam Romer.
Los sportowca jest okrutny. Wszystko, co ułożyło się po myśli Mai podczas Roland Garros, dziś los odbiera jej w najbardziej bezwzględny sposób. Skręcenie kostki przy piłce meczowej, to wyjątkowo niewdzięczny los…
instagram.com/majachwalinska
Wielki sukces na kortach w Paryżu w turnieju Roland Garros
Te gorzkie słowa nie wzięły się znikąd, bowiem zaledwie kilka tygodni wcześniej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Podczas zmagań w Paryżu polska gwiazda prezentowała życiową dyspozycję. Rozpoczynając swoją przygodę od turnieju kwalifikacyjnego, z każdym kolejnym dniem zachwycała kibiców fenomenalną grą i krok po kroku zbliżała się na sam szczyt.
Z każdym rozegranym setem we Francji udowadniała swoją sportową determinację, ostatecznie docierając aż do finału wielkoszlemowego turnieju. Po tak pięknej i obiecującej drodze, londyński wypadek staje się jeszcze bardziej bolesnym i niesprawiedliwym ciosem od losu, który wstrząsnął polskimi kibicami.
instagram.com/majachwalinska
Maja Chwalińska na okładce magazynu Vogue Polska opowiada o depresji
Fizyczne cierpienie to w tym przypadku zaledwie jedna strona medalu. Równolegle z dramatycznymi wydarzeniami na kortach w Wielkiej Brytanii, właśnie do sprzedaży trafiło wakacyjne wydanie popularnego czasopisma modowego. Ku zaskoczeniu wielu fanów tenisa, na okładce najnowszego „Vogue Polska” pojawiła się polska zawodniczka. W numerze opublikowano reportaż Joanny Łazarz zatytułowany „Nieustępliwa”.
Materiał stanowi niezwykle intymną podróż przez dotychczasowe życie znakomitej sportsmenki. Dziennikarka skrupulatnie opisuje jej dzieciństwo spędzone w Dąbrowie Górniczej, pełne potu pierwsze treningi oraz wyboistą drogę na sportowy szczyt. Najważniejszym i najbardziej przejmującym punktem tekstu jest jednak trudne świadectwo walki z ciężką depresją, która przed laty zmusiła zawodniczkę do przerwania obiecującej kariery.
Jej wielki powrót na zawodowe korty odbył się wyłącznie na własnych zasadach, dopiero po wygraniu tego najważniejszego meczu – starcia o własne zdrowie psychiczne i spokój. Słowa, którymi Maja Chwalińska podzieliła się ze swoimi kibicami na łamach lipcowego wydania magazynu, do głębi łapią za serce i niosą wsparcie dla wszystkich borykających się z życiowymi trudnościami.
Nigdy nikomu nie powiem: nie poddawaj się. Ja się poddawałam wiele razy, ale wróciłam
To wzruszające wyznanie doskonale definiuje nieugięty charakter reprezentantki. Kibice wierzą, że mimo bólu Polka szybko wróci na kort. Po raz kolejny może stać się symbolem walki z przeciwnościami. Jej życiowy sukces przebija porażkę z Wimbledonu.