Przemysław Saleta nie kryje satysfakcji z gigantycznego trzęsienia ziemi, jakie w sobotni poranek wciąż odbija się echem po piątkowych wydarzeniach w Prawie i Sprawiedliwości. Słynny bokser w swoim stylu skomentował potężny rozłam i nagłe odejście posłów z partii Jarosława Kaczyńskiego. Sportowiec opublikował drwiący wpis, który w kilka chwil zelektryzował tysiące internautów.
- Zbuntowana grupa posłów zrezygnowała z członkostwa w partii po odrzuceniu ultimatum władz ugrupowania
- Wewnątrzpartyjny konflikt wybuchł na tle stowarzyszenia Rozwój Plus założonego przez byłego premiera
- Przemysław Saleta opublikował uszczypliwy komentarz, w którym przyznał, że rozpad prawicy „dobrze się ogląda”
- Mateusz Morawiecki poinformował, że w jego nowym sejmowym obozie jest ponad 40 parlamentarzystów
Przemysław Saleta drwi z Jarosława Kaczyńskiego i PiS
Przemysław Saleta od dawna nie ukrywa swojej ogromnej niechęci do prawicowego ugrupowania. W wywiadzie dla kanału "Duży w Maluchu" wprost zarzucał Prawu i Sprawiedliwości kłamstwa oraz hipokryzję, otwarcie krytykując przy tym Karola Nawrockiego. Kiedy więc w mediach gruchnęła wczoraj wiadomość o spektakularnym buncie posłów PiS, były sportowiec po prostu nie mógł przepuścić takiej okazji do szyderstwa. Postanowił wbić szpilę politykom z Nowogrodzkiej i dołożył swoje trzy grosze do tej politycznej telenoweli.
Gwiazdor ringu zamieścił w mediach społecznościowych bardzo krótki, ale boleśnie dosadny komentarz, okraszony płaczącymi ze śmiechu emotikonami. Jego radosna reakcja na odejście z PiS dziesiątek działaczy natychmiast stała się hitem sieci. Saleta dosłownie zatarł ręce na widok gigantycznego kryzysu, z którym muszą się dziś mierzyć jego polityczni oponenci.
Dobrze się ogląda, jak się PiS rozpada... Trzymam kciuki
– napisał Przemysław Saleta.
Wielki rozłam w PiS i bunt Mateusza Morawieckiego
Powodem radości byłego pięściarza jest polityczna burza, która w połowie lata brutalnie zmiotła dotychczasowy porządek na prawicy. Konflikt wybuchł wokół działalności stowarzyszenia Rozwój Plus. Jarosław Kaczyński uzasadniał żądanie wygaszenia tej inicjatywy ryzykiem utraty subwencji wyborczej. Mateusz Morawiecki stanowczo temu zaprzeczał, powołując się na specjalistyczne ekspertyzy prawne. Władze ugrupowania wyznaczyły ostateczny termin do czwartku o północy. Politycy mieli zadeklarować, że nie należą do stowarzyszenia. W przeciwnym razie groziło im wykluczenie.
Ostatecznie partyjne ultimatum zupełnie nie podziałało na zbuntowanych działaczy, choć blisko 200 polityków Prawa i Sprawiedliwości pokornie podpisało wymaganą deklarację. W piątek Kaczyński musiał zorganizować w siedzibie partii pilną konferencję prasową. Z nietęgą miną przyznał przed kamerami, że stracił część swoich ludzi. Aby formalnie uporządkować sytuację, komitet polityczny zaplanował już na nadchodzący wtorek posiedzenie, by przyjąć rezygnacje secesjonistów.
Nie chcemy się rozstawać, ale około 30 posłów zrezygnowało z członkostwa w PiS
– stwierdził Jarosław Kaczyński.
Tymczasem w sejmowych kuluarach trwa zacięta wojna na słowa i wpływy. Podczas swojej konferencji w Sejmie były szef rządu dumnie ogłosił, że jego obóz rośnie w siłę i znajduje się w nim 40 posłów, senator oraz trzech europosłów. Chwilę później zamieścił też wpis na platformie X, w którym niespodziewanie stwierdził, że tak naprawdę nikt z jego grupy nie odszedł z PiS. Wcześniej nie oszczędzał jednak dawnych partyjnych kolegów, zarzucając Jackowi Sasinowi prowadzenie intryg i stwierdzając, że ugrupowanie stało się "jedną dużą Solidarną Polską Jacka Sasina". Riposta nadeszła błyskawicznie – Sasin zaprzeczył przynależności do partii Zbigniewa Ziobry i kąśliwie przypomniał przeszłość Morawieckiego jako doradcy Donalda Tuska.
WIki Commons; x.com/republikatv
CZYTAJ TAKŻE: Mariusz Gosek chwycił za mikrofon i zaczął śpiewać w Telewizji Republika. Wszystko "ku czci" PiS [wideo]
Przemysław Czarnek nowym kandydatem na premiera
Sytuacja po gigantycznym rozłamie jest wyjątkowo napięta, a karty w tej brutalnej grze rozdawane są na nowo. Jeszcze przed wybuchem obecnego kryzysu władze partii wyznaczyły Przemysława Czarnka na kandydata na stanowisko przyszłego premiera. Teraz polityk musiał błyskawicznie przełknąć gorzką pigułkę buntu we własnych szeregach.
Były minister edukacji odniósł się do rezygnacji kolegów z ław sejmowych tuż po tym, jak upłynął czas narzuconego ultimatum. Nie ukrywał on rozgoryczenia faktem, że jego dawni znajomi ostatecznie ulegli naciskom ze strony stronnictwa Morawieckiego, co przypieczętowało historyczny rozpad ugrupowania.
Jest mi przykro, dlatego że jeszcze do wczoraj byłem przekonany, że moi koledzy ockną się i nie ulegną presji, którą wywierał na nich Mateusz Morawiecki. Z oświadczenia prezesa wynika jasno: zrezygnowali z funkcji, z bycia członkami PiS. Przykro nam. Żadnych negatywnych emocji pod ich adresem nie będę wypowiadał. Mam nadzieję kiedyś na współpracę
– skomentował Przemysław Czarnek.
Przed kandydatem na szefa rządu niezwykle trudne zadanie odbudowy politycznych ruin w uszczuplonych strukturach. Choć Saleta beztrosko pozwala sobie w internecie na cięte złośliwości, a stronnictwo Morawieckiego pewnym krokiem buduje nowe zaplecze w parlamencie, najpoważniejsze bitwy na prawicy dopiero nadejdą.