Maciej Orłoś przez dekady był dla milionów Polaków twarzą „Teleexpressu”, jednak jego finanse nie zależą wyłącznie od publicznego nadawcy. Choć powrót na Woronicza przyniósł mu ogromną widownię, dziennikarz nie zamierza stawiać wszystkiego na jedną kartę. Legendarny prezenter ujawnił kulisy swoich zarobków i udowodnił, że biznesowy plan B to absolutna konieczność.
- Po powrocie do TVP Maciej Orłoś przyciąga przed ekrany tłumy. „Teleexpress” pod jego wodzą śledzi średnio 1,3–1,5 miliona osób dziennie
- Dziennikarz zarabia na czterech filarach. Są to: telewizja, internet, szkolenia z autoprezentacji oraz prowadzenie eventów
- Osiem lat temu odszedł z TVP w proteście przeciwko propagandzie, uruchamiając własny kanał na YouTube
- W 2024 roku wrócił na antenę TVP na propozycję Tomasza Syguta, nowego szefa spółki
Powrót do Telewizji Polskiej i Teleexpressu
Maciej Orłoś to bez wątpienia jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskich mediów. Przez lata kojarzony był przede wszystkim ze szklanym ekranem. W 2016 roku podjął jednak odważną decyzję i odszedł z Telewizji Polskiej za czasów prezesury Jacka Kurskiego w geście sprzeciwu wobec upolitycznienia i propagandy.
Do publicznego nadawcy wrócił dopiero w 2024 roku, przyjmując propozycję Tomasza Syguta, który stanął na czele spółki. Obecnie dziennikarz ponownie wita widzów o 17:00, a jego program cieszy się niesłabnącą popularnością, choć powrót do sztywnych ram serwisu informacyjnego po latach internetowej wolności musiał być dla niego niczym ponowne wciśnięcie się w ślubny garnitur po bardzo długich wakacjach.
Oprócz „Teleexpressu” Maciej Orłoś prowadzi w Telewizji Polskiej własny talk-show „Daję słowo. Maciej Orłoś”. Gospodarz rozmawia tam z osobistościami świata kultury i sztuki, a całość utrzymana jest w klimacie klubu jazzowego z występującym na żywo bandem. Każde wydanie serwisu informacyjnego pod jego wodzą przyciąga przed ekrany rzeszę ponad miliona widzów.
AKPA
Biznesowy plan B Macieja Orłosia
Maciej Orłoś uważa, że pracując w telewizji, warto mieć alternatywny plan B i budować kolejne biznesowe nogi. Dziennikarz postanowił zabezpieczyć swoją przyszłość. Wszedł na rynek komercyjny, oferując profesjonalne szkolenia z autoprezentacji w biznesie oraz angażując się w prowadzenie prestiżowych eventów.
W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl prezenter bez ogródek wyjaśnił, jak wyglądają dziś jego dochody.
Myślę jednak, że to się rozkłada w miarę równomiernie między trzy-cztery filary. Nazwijmy to szeroko działalnością medialną: telewizja, internet, szkolenia i eventy. To wszystko w miarę równomiernie się rozkłada. Wydaję jeszcze książki, aktualnie na własną rękę. Ale na książkach w Polsce raczej się nie zarabia, chyba że jest się Natalią de Barbaro
Jak widać, dywersyfikacja źródeł utrzymania okazała się strzałem w dziesiątkę, a legenda szklanego ekranu udowodniła, że potrafi liczyć nie tylko sekundy do wejścia na antenę, ale i zera na koncie.
AKPA
Jak Maciej Orłoś buduje markę osobistą w sieci
Maciej Orłoś z powodzeniem łączy dziś pracę u nadawcy publicznego z aktywną działalnością w sieci. Jego zdaniem kluczem do sukcesu okazało się wykreowanie silnej marki osobistej. Równie ważne było wyjście poza strefę komfortu wypracowaną przez dekady w telewizji.
Przejście z profesjonalnego studia przed kamery w internecie nie należało do najłatwiejszych zadań. Dziennikarz musiał zrzucić z siebie gorset oficjalnego prezentera wiadomości, by nawiązać autentyczny kontakt ze znacznie bardziej wymagającym odbiorcą w sieci. O początkach swojej internetowej drogi opowiedział w wywiadzie dla Wirtualnemedia.pl:
Trudne było znalezienie odpowiedniego języka. Wchodziły nawyki z telewizji, gdzie mówi się inaczej z racji formy i konwencji. A tutaj chodziło o to, by mówić normalnie, po ludzku: być bardziej sobą niż tym sztywnym panem z telewizji
Prezenter skutecznie odnalazł się w nowej rzeczywistości medialnej, łącząc pracę w TVP z budowaniem silnej marki osobistej w sieci.