Danuta Stenka, ikona polskiego kina i teatru, przez dekady zachwycała talentem i klasą. Mało kto jednak wiedział, że za jej sukcesem kryje się historia upokorzenia i sekret, którego latami się wstydziła. Prawda o jej pochodzeniu jest o wiele bardziej dramatyczna, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Przez lata była to dla niej "kula u nogi". Danuta Stenka: czułam się jak Koziołek Matołek
Dla milionów Polaków jest uosobieniem elegancji i siły. Tym bardziej szokująco brzmią jej słowa o tym, jak przez lata postrzegała samą siebie. Okazuje się, że jej wiejskie pochodzenie było źródłem ogromnych kompleksów, które niemal zniszczyły jej pewność siebie. Danuta Stenka, dziś dumna ze swoich kaszubskich korzeni, przez długi czas uważała je za powód do wstydu.
Nie ukrywam, że przez lat wiele, kiedy wybyłam z domu i znalazłam się w środowisku miejskim, ta moja wioska byłą kulą u nogi. Wstydziłam się tych moich korzeni. Wstydziłam się, bo można by rzec, że jestem taką "niedoróbką"
To bolesne poczucie niedopasowania towarzyszyło jej na każdym kroku w wielkim mieście. Proste czynności, takie jak skasowanie biletu w tramwaju, urastały do rangi wyzwania, potęgując wrażenie bycia kimś gorszym. Jak sama przyznała, czuła się zagubiona i nieporadna niczym bohater znanej bajki.
Czułam się "tumankiem", Koziołkiem Matołkiem w tych miejskich okolicznościach.
Jacek Kurnikowski/AKPA
CZYTAJ TAKŻE: 62-letnia Danuta Stenka młodnieje w oczach. Sekretem jej piękna jest codzienny ruch
Dramatyczne losy rodziny hartowały jej charakter. "Wszyscy wisieliśmy na pensji mojej mamy"
Jej cicha walka z kompleksami toczyła się na tle prawdziwych rodzinnych dramatów, które odcisnęły piętno na jej dzieciństwie. Rodzina Danuty Stenki musiała stawić czoła niewyobrażalnym trudnościom. Gdy jej ojciec miał zaledwie 28 lat, jego życie zmieniło się na zawsze. Tragiczny wypadek na zawsze odebrał mu sprawność i zmusił do porzucenia marzeń.
Tata był elektromonterem, elektryfikował wioski po wojnie. Raz podczas pracy spadł z drabiny. Od tamtej pory był na rencie.
Jakby tego było mało, los zadał rodzinie kolejny cios. Tuż przed narodzinami aktorki ich dom doszczętnie spłonął, pozostawiając wielopokoleniową rodzinę bez dachu nad głową. Ciężar odbudowy życia spadł na barki jej matki, nauczycielki, która z jednej, skromnej pensji musiała utrzymać wszystkich i postawić nowy dom.
Spłonął dokładnie w przeddzień moich narodzin. (...) Z nauczycielskiej pensji trzeba było po pożarze wybudować dom dla pradziadka, dziadków i dla nas.
AKPA
Cała klasa wybuchnęła śmiechem. Ten jeden dzień w szkole zmienił wszystko
Wyobraźmy sobie szkolną klasę na Kaszubach. Nauczyciel, chcąc urozmaicić lekcję, prosi młodą Danusię o opowiedzenie legendy w lokalnej gwarze. Dziewczynka zamiera. W domu nikt jej tego nie uczył. W klasie zapada cisza, którą po chwili przerywa okrutny, głośny śmiech rówieśników. To publiczne upokorzenie było dla niej jak policzek, chwila, która na zawsze wypaliła się w jej pamięci.
To właśnie wtedy, w ogniu wstydu, narodziła się jej determinacja. Ten bolesny moment stał się punktem zwrotnym. Młoda Danuta podjęła twarde postanowienie, które miało odmienić jej życie i stało się jej osobistą, sekretną misją odzyskania tożsamości. Obiecała sobie jedno:
Nauczę się kaszubskiego!
Tajne lekcje u babci. "Dzeckò, jak të smieszno gôdôsz!"
Jej sprzymierzeńcem w tej misji stała się babcia. To właśnie ona, strażniczka tradycji i powierniczka największego sekretu wnuczki, stała się jej przewodniczką po świecie kaszubskiej mowy. Danuta rozpoczęła tajny kurs kaszubskiego pod okiem najlepszej nauczycielki – własnej babci. Nauka musiała odbywać się w ukryciu, bo język kaszubski nie był nauczany w szkole, a dziadkowie, w dobrej wierze, rozmawiali z nią wyłącznie po polsku.
Ich potajemne rozmowy, pełne ciepła i cierpliwości, budowały między nimi niezwykłą więź. Babcię początkowo bawiła nieporadna wymowa wnuczki, co z czułością kwitowała słowami, które aktorka pamięta do dziś.
Dzeckò, jak të smieszno gôdôsz!
AKPA
Od "niedoróbki" do dumnej Kaszubki. "Stamtąd czerpię wodę do życia"
Lata sekretnej nauki przyniosły w końcu triumf. Pochodzenie Danuty Stenki, które kiedyś było źródłem upokorzenia, stało się jej największą siłą i powodem do dumy. Zrozumiała, że jej korzenie to nie słabość, a niewyczerpane źródło, z którego może czerpać przez całe życie.
Na szczęście poczułam moc swoich korzeni i wróciło całe to szczęście, związane z tym miejscem na mapie Polski. (...) Moje korzenie tkwią tam, na Kaszubach, w moim Gowidlinie, i stamtąd czerpię wodę do życia.
Gdy po latach stanęła na deskach teatru, by zagrać w kaszubskim spektaklu "Wòlô Bòskô", historia zatoczyła koło. Dziewczynka, która kiedyś spaliła się ze wstydu, stała się ikoną, która swoje korzenie przekuła w największą siłę. W ten sposób Danuta Stenka nie tylko zagrała rolę – ona odzyskała siebie.