Chelsea, 34-letnia fryzjerka z Massachusetts, uznała, że jej 8-miesięczna córka to idealny słup ogłoszeniowy dla jej biznesu. Kobieta zafundowała niemowlakowi profesjonalne doczepy, a nagranie wrzuciła do sieci. W internecie zawrzało: czy to jeszcze granica dobrego smaku, czy już czysta desperacja w pogoni za lajkami?
Fryzjerka "pożyczyła" włosy od klientki. 8-miesięczna Frankie została modelką
Kulisy tej "metamorfozy" są jeszcze bardziej absurdalne niż sam pomysł. W salonie w Holyoke rozegrała się scena jak z surrealistycznego filmu. 34-latka posadziła na fotelu swoją córkę, okryła ją peleryną i... zaczęła działać. Doczepy dla dziecka nie były jednak rekwizytem przygotowanym na tę okazję.
Matka po prostu "pożyczyła" sobie na chwilę jej doczepy od innej kobiety siedzącej w salonie, by 8-miesięczna Frankie mogła "zabłysnąć" w sieci. Zamiast bawić się grzechotką, niemowlę z zaciekawieniem patrzyło w lustro na swoją nową, "dorosłą" fryzurę, nieświadome, że właśnie staje się twarzą kontrowersyjnego wideo na TikToku.
@chelseafalcetti Fresh new pair of 22s for tha babyyy #beingagirlisfun @AQUA Hair Extensions @the.plan.holyoke ♬ Being a Girl - Jonica
"Kto nie kocha dziecięcego kontentu?". Matka tłumaczy się z kontrowersyjnego pomysłu
Chelsea fryzjerka Holyoke nie ukrywa, że za całą akcją stała chłodna kalkulacja. Kobieta najwyraźniej doskonale wie, że nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak "słodkie" buzie dzieci wymieszane z kontrowersją. Choć zapewnia, że był to "moment spontaniczności", cel był jasny: rozkręcić biznes na TikToku i zdobyć darmową reklamę.
W rozmowie z magazynem "People" fryzjerk* przyznała wprost, jak narodził się ten pomysł:
Ja i moja recepcjonlistka założyłyśmy jej pelerynę dla zabawy. Akurat wtedy była u nas klientka, która się zgodziła, żebyśmy "pożyczyły" sobie na chwilę jej doczepy. Potem samo jakoś poszło. Pomyślałyśmy: "Kto nie kocha dziecięcego kontentu?". To był moment spontaniczności, wszystko dla zabawy i na luzie. Córka grzecznie siedziała, patrzyła na siebie w lustrze i była zaciekawiona tym, co się działo.
Internet zapłonął. "To przesada" kontra "Słodki widok"
Strategia na "szok" zadziałała perfekcyjnie. Film stał się viralem, a telefon matki niemal eksplodował od powiadomień. Promocja firmy w mediach społecznościowych kosztem wizerunku dziecka przyniosła oczekiwany rozgłos. Chelsea była wniebowzięta zamieszaniem:
Byłam w szoku, jak szybko to wszystko się stało. Niedługo po tym, jak wrzuciłam filmik, mój telefon ciągle wibrował od powiadomień. Nie spodziewałam się tego - to było niesamowite móc to obserwować na bieżąco.
W sekcji komentarzy rozpętała się jednak prawdziwa burza. Część internautów rozpływała się nad widokiem, ale fala komentarzy ruszyła niemal momentalni* ze strony krytyków, którzy nie zostawili na matce suchej nitki. Przedłużanie włosów u niemowlaka dla wielu okazało się przekroczeniem granicy uprzedmiotowienia dziecka. Zarzuty o traktowanie córki jak żywej lalki mieszały się z zachwytami nad "kreatywnością".
A Wy co sądzicie? Czy mała Frankie zostanie nową gwiazdą sieci, czy może jej mama właśnie przekroczyła granicę, której w internecie przekraczać nie wolno?