To niekwestionowany celebryta w polskich sklepach. Różowy, tłusty, pełen obiecywanych przez dietetyków kwasów omega-3. Kupujemy go na potęgę, wierząc, że to inwestycja w długowieczność. Tymczasem rządy na drugim końcu świata mówią głośne "STOP". To, co kupujemy jako bombę witaminową, w Australii uznano za zagrożenie, którego nie wolno nawet sprzedawać.
"Śmiercionośny koktajl chemiczny". Przemysłowa hodowla to brutalny biznes
Zapomnij o sielskich obrazkach ryb płynących pod prąd w czystym strumieniu stanowiących podstawę zdrowej diety. Przemysłowa akwakultura łososia to cyniczny biznes, w którym zysk liczy się bardziej niż biologia. W jednej klatce morskiej hodowcy potrafią upchnąć nawet milion osobników. Taki nienaturalny tłok to idealne środowisko dla chorób i pasożytów. Aby utrzymać ten system przy życiu i walczyć z plagą wszy morskich, w ruch idą tony antybiotyków, silne środki przeciwpasożytnicze i substancje neurotoksyczne.
Norweski działacz na rzecz ochrony środowiska, Kurt Oddekalv, nazwał produkt końcowy tego procesu bez ogródek:
Śmiercionośny koktajl chemiczny
Skala problemu jest ogromna. Śmiertelność ryb w tych "fabrykach białka" sięga szokujących 15-20%, co dla gigantów branży jest po prostu wliczonym w koszty ryzykiem biznesowym. Co więcej, łosoś hodowlany ma zazwyczaj znacznie wyższą zawartość tłuszczów ogółem niż dziki ze względu na tuczącą, kontrolowaną dietę. Niestety, tłuszcz ten działa jak gąbka, magazynując toksyny podawane w paszy i obecne w wodzie.
canva.com
CZYTAJ TAKŻE: Zjadłeś mięso w piątek i boisz się iść do komunii? Księża stawiają sprawę jasno
Australia i Nowa Zelandia powiedziały "dość". Całkowity zakaz dla łososia atlantyckiego
Podczas gdy EFSA i WHO wciąż zalecają spożywanie ryb, nie różnicując ich pochodzenia, niektóre państwa przestały tolerować ryzyko. Australia i Nowa Zelandia wprowadziły całkowity zakaz produkcji, sprzedaży oraz spożywania łososia atlantyckiego. Tamtejsze władze uznały, że agresywna hodowla tego gatunku jest zbyt niebezpieczna dla ekosystemu i zdrowia konsumentów.
To nie są odosobnione przypadki. Alaska już od 1989 roku surowo zakazuje hodowli łososia w otwartych systemach wodnych, chroniąc swoje populacje dzikich ryb. Z kolei argentyńska prowincja Tierra del Fuego wprowadziła zakaz hodowli w otwartych klatkach morskich. Hodowla łososia kontrowersje budzi również ze względu na dewastację otoczenia. Zanieczyszczenia – resztki paszy i chemikalia – opadają na dno, trwale degradując osady i wody wokół farm.
instagram.com/mamanaobrotach24h
CZYTAJ TAKŻE: Tak "Mama na obrotach" wyglądała 10 lat temu. Łącznie zrzuciła już 40 kilosów [zdjęcia]
Toksyczna bomba na talerzu. Normy przekroczone nawet 16-krotnie
Najbardziej niepokojące są twarde dane dotyczące tego, co zjadamy wraz z mięsem ryby. Badania opublikowane w Chemosphere wykazują, że łosoś z fermy to magazyn polichlorowanych bifenyli (PCB), PBDE i pestycydów. Environmental Working Group (EWG) przedstawia statystyki, które powinny dać do myślenia każdemu rodzicowi:
Według Environmental Working Group (EWG), stężenia dioksynopodobnych PCB w łososiu hodowlanym mogą być 5-16 razy wyższe niż w dzikim.
PCB i dioksyny mogą zaburzać gospodarkę hormonalną, pracę tarczycy i zwiększać ryzyko nowotworów. Do tego dochodzi kwestia paszy – granulat dla ryb często produkowany jest z surowców pochodzących z najbardziej zanieczyszczonych akwenów. W rezultacie, choć hodowlany łosoś jest tłusty, stosunek prozapalnych kwasów omega-6 do prozdrowotnych kwasów omega-3 jest w nim znacznie mniej korzystny dla człowieka niż w przypadku ryb żyjących na wolności. Szkodliwość ryb hodowlanych to fakt, który coraz trudniej zignorować.
Nie daj się nabrać w sklepie. Jedno słowo robi różnicę
Jak więc nie dać się otruć, chcąc jeść ryby? Kluczowe jest czytanie etykiet. Szukaj określeń "łosoś dziki" (często są to gatunki pacyficzne, takie jak nerka czy gorbusza) lub certyfikatów MSC, choć najważniejsze jest pochodzenie – unikaj ryb z napisem "wyhodowano w..." lub "akwakultura". Wyższa cena dzikiej ryby to koszt braku antybiotyków i paszy przemysłowej. Wybór w sklepie to nie tylko kwestia smaku, to decyzja o tym, czy fundujemy sobie dawkę chemii, czy realne wsparcie dla organizmu.
73712