To zdjęcie obiegło sieć lotem błyskawicy. Tuż po ceremonii w Predazzo partnerka Gregora Deschwandena, Polka Maria Grzywa, bez wahania zatopiła zęby w jego brązowym krążku. Odważny ruch, biorąc pod uwagę, że medale na tych igrzyskach pękają jeden po drugim! Szwajcar, który stanął na podium tuż obok Kacpra Tomasiaka, to dla nas prawie "swój" człowiek. Od lat kocha dziewczynę spod Oświęcimia, zajada się majonezem, a wywiady udziela... w naszym języku.
Dreszczowiec w Predazzo. Tomasiak o włos od złota, dramat Stocha
Konkurs zimowych igrzysk olimpijskich 2026 na normalnej skoczni przyniósł emocje, jakich dawno nie widzieliśmy. Walka o złoto toczyła się do ostatniego metra. Nasz Kacper Tomasiak w pierwszej serii uzyskał 103 metry, by w finale odpalić prawdziwą bombę na 107. metr. Sędziowie docenili jego styl (aż 58 punktów), ale to nie wystarczyło na fenomenalnego Niemca. Philipp Raimund (102 m i 106,5 m) wyprzedził Polaka o zaledwie 3,4 punktu, zgarniając tytuł mistrza olimpijskiego.
instagram.com/deschwandengregor
CZYTAJ TAKŻE: Kacper Tomasiak rozbił bank! Wiemy, ile 19-latek zarobi za srebrny medal. Kwota zwala z nóg, a to nie wszystko
Tuż za plecami tej dwójki rozegrała się niesamowita walka o brąz. Gregor Deschwanden, który w obu seriach pokazał mistrzowską klasę (106 m i 107 m), stanął na najniższym stopniu podium ex aequo z Japończykiem Renem Nikaido.
Tymczasem Gregor Deschwanden tuż po dekoracji zaszokował reporterów Eurosportu, rzucając płynną polszczyzną:
Jest super, dobry skok dzisiaj, mam medal, lubię!
instagram.com/deschwandengregor
Od wolontariuszki do dziewczyny medalisty. Niezwykła historia z Falun
Za tymi słowami stoi Maria Grzywa, wieloletnia partnerka skoczka. Ich historia to gotowy scenariusz na komedię romantyczną. Para poznała się w 2015 roku podczas mistrzostw świata w Falun. Maria nie była tam turystką – pracowała ciężko jako wolontariuszka. To tam wpadła w oko szwajcarskiemu zawodnikowi.
Początki nie były łatwe, zwłaszcza lingwistycznie. Maria pochodzi z miejscowości Brzeszcze, położonej niedaleko Oświęcimia. Dla Szwajcara sama nazwa tej miejscowości była barierą nie do przeskoczenia.
Na początku spory kłopot sprawiała mi wasza pisownia. Moja dziewczyna pochodzi z miejscowości Brzeszcze. Trudno mi było to przeczytać. Jednak jak ktoś ci wytłumaczy, to idzie z górki
– śmiał się skoczek w jednym z wywiadów. Ostatecznie para zamieszkała w Szwajcarii, ale bariera językowa z teściami zmusiła Gregora do nauki.
Miałem barierę językową z jej mamą. Maria nauczyła się niemieckiego i może rozmawiać z moimi rodzicami, a ja z jej nie. Potrzebowałem tłumaczki. Polski nie jest najłatwiejszy na świecie, ale stwierdziłem, że spróbuję
instagram.com/deschwandengregor
Pierogi, majonez i "pusty talerz". Szwajcar pokochał polską codzienność
Deschwanden spędza w naszym kraju około 30 dni w roku i stał się wielkim fanem Krakowa, który – jak twierdzi – wcale nie różni się tak bardzo od dużych miast w Szwajcarii. Jednak prawdziwym szokiem kulturowym były dla niego pierwsze polskie Święta Bożego Narodzenia w domu Marii.
Szwajcara wprawił w osłupienie zwyczaj zostawiania pustego nakrycia dla niespodziewanego gościa.
Policzyłem wszystkich gości i zastanawiałem się, dlaczego na stole jest o jedno nakrycie więcej. Zapytałem, kto właściwie ma tutaj siedzieć
– wspominał. Szybko jednak przywykł do naszych tradycji, a zwłaszcza do kuchni. Choć narzekał na brak mięsa w Wigilię, to ilość potraw zrobiła na nim wrażenie. Szczególnie jeden dodatek skradł jego serce.
Fajnie było spotkać rodzinę Marii i skosztować tyle bardzo dobrego jedzenia. Oczywiście z dużą ilością majonezu (śmiech)
– podsumował Gregor Deschwanden. Wygląda na to, że polscy kibice zyskali właśnie drugiego ulubieńca na skoczni – takiego, który skacze daleko, mówi po naszemu i nie boi się kalorii.