Joanna Kryńska, ikona TVN24, nagle zniknęła z wizji bez słowa wyjaśnienia, zostawiając widzów w niepewności. Prawda o jej nieobecności okazała się porażająca i uderzyła w najmniej spodziewanym momencie. Dokładnie 8 marca 2024 roku – w Dzień Kobiet – dziennikarka usłyszała diagnozę, która brzmiała jak wyrok: guz mózgu wielkości pięciocentymetrowego jajka.
Dramat na wizji i diagnoza, która zatrzymała czas
To dziennikarka TVN24 z 19-letnim doświadczeniem, dla której studio telewizyjne jest drugim, naturalnym domem. Jednak rutynę przerwał paraliżujący incydent na żywo. To, co początkowo brała za zwykłe przemęczenie, to były klasyczne problemy z pamięcią – objawy, których nie wolno lekceważyć. Organizm wysyłał sygnały ostrzegawcze, a objawy guza mózgu ujawniły się na oczach milionów widzów, gdy w głowie prezenterki nastała pustka.
Zapala się czerwona lampka na kamerze, a ja patrzę na kamerę i nic nie wiem. Jedyne co powiedziałam to: miałam państwu coś powiedzieć, ale zapomniałam. To było coś, co mnie bardzo zaniepokoiło. Byłam od 19 lat na antenie TVN24, nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji.
Badania nie pozostawiły cienia nadziei na pomyłkę. W głowie Joanny Kryńskiej rósł guz o rozmiarze pięciu centymetrów, umiejscowiony zaledwie pół milimetra od ośrodka mowy. Sytuacja była tym bardziej dramatyczna, że nad rodziną ciążyło widmo przeszłości – mama dziennikarki zmarła na nowotwór w wieku zaledwie 56 lat.
Wiedziałam, jak blisko aparatu mowy jest guz. Pół milimetra.
AKPA
"Osunęła mi się na ręce". Walka o życie i wsparcie męża
Stawką w tej walce było nie tylko zdrowie, ale i przyszłość rodziny – Joanna ma dwóch synów, Jana i Franciszka. W tych traumatycznych chwilach jej opoką był mąż, Grzegorz "Gabor" Jędrzejewski. Reakcja na wieści ze szpitala była wstrząsająca. Mąż gwiazdy początkowo mylnie odczytał łzy żony, sądząc, że to łzy ulgi. Rzeczywistość okazała się brutalna.
Jak Asia wyszła z badania, to osunęła mi się na ręce, prawie zemdlała. Początkowo, jak wyszła i płakała, to byłem autentycznie przekonany, że płacze ze szczęścia, że jednak wszystko jest okej. (...) Jak tylko powiedziała mi, co jest przyczyną bólu, jedną ręką ją trzymałem, a drugą sprawdziłem w internecie, z czym mamy do czynienia. (...) Wytyczyliśmy plan i się go trzymaliśmy.
Brutalna diagnoza choroba wymusiła na nich natychmiastowe działanie, ale Joanna Kryńska podjęła świadomą decyzję o odcięciu się od internetowych spekulacji. Zamiast szukać czarnych scenariuszy w sieci, oddała swoje życie w ręce specjalistów.
Postanowiłam nie być mądrzejsza od lekarzy i specjalistów. Nie czytać miliona stron internetowych, nie sprawdzać, czym jest i jak może skończyć się guz mózgu. Na szczęście w moim przypadku wynik histopatologii jest dobry.
Triumfalny powrót i nowa misja
Operacja guza mózgu zakończyła się pełnym sukcesem, a wynik badania histopatologicznego przyniósł upragnioną ulgę – zmiana była łagodna. Dziennikarka TVN** po rekonwalescencji wróciła do prowadzenia programów „Wstajesz i wiesz” oraz „Dzień na żywo”, co dla jej bliskich było momentem ogromnego wzruszenia. O kulisach dramatu opowiedziała szczerze w studiu Dzień Dobry TVN, stając się głosem profilaktyki.
Przyznam szczerze, że miałem gęsią skórkę. To nie jest tak, że faceci nie płaczą. Zdarzyło się uronić łzę w różnych momentach. To był piękny wstęp, piękna klamra.
Dziś prezenterka TVN24 choroba traktuje ten etap jako zamknięty rozdział, ale też lekcję pokory i wdzięczności. Wygrała drugie życie i z charakterystyczną dla siebie energią patrzy w przyszłość.
Mówię, chodzę, włosy odrastają.