Adrian Szymaniak, ulubieniec widzów "Ślubu od pierwszego wejrzenia", toczy morderczy wyścig z czasem. Złośliwy nowotwór okazał się bezlitosnym przeciwnikiem, a gdy niedawno gwiazdor na chwilę zniknął z sieci, fani drżeli o jego zdrowie i wstrzymywali oddech. Dziś jednak nastąpił przełomowy moment, który zmienia wszystko. 38-latek wyznał bez ogródek, co usłyszał na oddziale onkologicznym, a te rewelacje wlewają w serca potężną dawkę nadziei na przyszłość.
Wyniki badań Adriana Szymaniaka. Tak organizm walczy z glejakiem IV stopnia
Ostatnie miesiące to dla bliskich 38-latka emocjonalny rollercoaster, w którym dojmujący strach miesza się z ogromną wiarą. Kiedy Adrian Szymaniak przekroczył próg Centrum Onkologii w Bydgoszczy na kolejne, wyczerpujące badania, napięcie sięgało zenitu. Na szczęście, najnowsze wyniki badań Adriana Szymaniaka okazały się niezwykle budujące, a sam pacjent mówi wprost, że jego ciało nie zamierza się poddać. Odbudowane czerwone krwinki to dla lekarzy zielone światło, dzięki któremu ulubieniec widzów programu "Ślub od pierwszego wejrzenia" oficjalnie rozpoczyna IV cykl podtrzymujący z użyciem ciężkiej chemii.
Popołudniowe dzień dobry. Długie przedpołudnie za mną – od rana byłem w Centrum Onkologii w Bydgoszczy i wychodzę z kolejną porcją chemii na wynos. Tym samym od jutra rozpoczynam IV cykl podtrzymujący z Temodalem. Na szczęście wyniki się trochę odbiły. Plusem jest to, że mój organizm pokazuje siłę do walki – czerwone krwinki się odbudowały, a wszystkie inne wyniki są w normie, bez żadnych odchyleń. Za tydzień czeka mnie wizyta u prof. Macieja Harata oraz szczegółowa analiza procesu leczenia – porównanie efektów i badań obrazowych od stycznia, aby ocenić postępy i dynamikę zmian. Dziękuję Wam za wsparcie
Zregenerowana morfologia i parametry w normie to absolutny fundament, bez którego leczenie nowotworu za pomocą leku Temodal musiałoby zostać wstrzymane. Ciało wyraźnie odpowiedziało na terapię, pokazując imponującą siłę do walki, co w przypadku tak agresywnych chorób jest pierwszym krokiem do sukcesu.
instagram.com/adrian_szz
Leczenie nowotworu i walka o życie. Adrian Szymaniak wydał fortunę na nowoczesny sprzęt
Świat bohatera telewizyjnego show roztrzaskał się na kawałki w połowie lipca ubiegłego roku. To właśnie wtedy, z powodu narastających objawów neurologicznych, trafił do gabinetu, gdzie usłyszał najgorszą z możliwych diagnoz – nowotwór mózgu, a dokładnie niezwykle złośliwy glejak IV stopnia. Droga Adriana przez onkologiczne piekło to pasmo bólu, ale i niezłomnej nadziei. Mężczyzna ma już za sobą dwa bardzo ryzykowne i skomplikowane zabiegi operacyjne, które były zaledwie początkiem tej brutalnej batalii.
38-latek nie szczędził środków, by wyrwać się ze szponów choroby, i dzięki gigantycznemu wsparciu fanów ze zbiórki zainwestował prawdziwą fortunę w innowacyjną aparaturę wspierającą terapię. Zakup medycznego urządzenia pochłonął aż 240 tysięcy złotych, ale nie obyło się bez przerażających zwrotów akcji. Gdy ważyły się losy zdrowia, sprzęt wart majątek po prostu wyparował podczas dostawy, doprowadzając rodzinę do szału i skrajnej rozpaczy. Szczęśliwie, aparaturę ostatecznie udało się odzyskać i dziś stanowi ona nieodłączny element jego leczenia glejaka.
instagram.com/anitaczylija
Konsultacja u prof. Macieja Harata. To będzie decydujący moment dla uczestnika ŚOPW
Skoro parametry krwi zadowalają onkologów, nadchodzi czas na zajrzenie głębiej i sprawdzenie, co faktycznie dzieje się wewnątrz głowy pacjenta. Już za tydzień przed Adrianem Szymaniakiem kolejne, być może najważniejsze od miesięcy wyzwanie medyczne. Konsultacja, którą poprowadzi prof. Maciej Harat, będzie dla uczestnika ŚOPW prawdziwym "sądnym dniem", rozstrzygającym o skuteczności wszystkich dotychczasowych działań. Specjaliści poddadzą drobiazgowej analizie badania obrazowe wykonywane od stycznia, aby ocenić dynamikę zmian nowotworowych i zaplanować kolejne kroki.
Najbliższe dni upłyną pod znakiem paraliżującego stresu, ale Adrian ma powód, by stawiać czoła przeciwnościom losu z podniesionym czołem. Mężczyzna walczy przecież nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla ukochanej Anity i ich dwójki cudownych dzieci, co sprawia, że każda dobra morfologia jest dziś na wagę złota. Ta rodzina przeszła już niewyobrażalnie wiele, a setki tysięcy internautów wstrzymują oddech, licząc na to, że z gabinetu profesora wkrótce napłyną kolejne wiadomości dające wiarę w całkowite zwycięstwo.