Grób Łukasza Litewki stanął w ogniu. Zarządca cmentarza nie gryzie się w język: "Mówiłem, że do tego dojdzie"

Grób Łukasza Litewki stanął w ogniu. Zarządca cmentarza nie gryzie się w język: "Mówiłem, że do tego dojdzie"

Grób Łukasza Litewki stanął w ogniu. Zarządca cmentarza nie gryzie się w język: "Mówiłem, że do tego dojdzie"

Łukasz Litewka spoczął w Sosnowcu zaledwie miesiąc temu, a jego mogiła już stanęła w płomieniach. 27 maja na cmentarzu parafialnym wybuchł gwałtowny pożar, który strawił znicze, wieńce i drewniany krzyż upamiętniający zmarłego posła. Zarządca nekropolii, patrząc na kłęby smolistego dymu, przyznaje wprost: ostrzegał przed takim scenariuszem, ale nikt nie chciał go słuchać.

Reklama

Pożar na cmentarzu w Sosnowcu i zniszczone nagrobki

W środę, 27 maja 2026 roku, na grobie 36-letniego Łukasza Litewki doszło do scen, które mrożą krew w żyłach. Na cmentarzu parafialnym przy ul. Zuzanny w Sosnowcu wybuchł ogień, który w kilka chwil objął setki zniczy i wiązanek pozostawionych przez żałobników. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że ogień nie oszczędził sąsiednich nagrobków, w tym zabytkowego grobowca dr. Aleksandra Widery, znanego jako pierwowzór literackiego doktora Judyma.

Zrozpaczony ogromem zniszczeń zarządca cmentarza nie ukrywał emocji, opowiadając o kulisach tragedii. Zwrócił szczególną uwagę na przerażające detale żywiołu – pękające w płomieniach plastikowe wkłady i toksyczne opary z palącej się chemii, które potęgowały grozę sytuacji i stanowiły gigantyczne zagrożenie. Sytuacja z ubiegłych dni ujawniła też szokujący szczegół, który kłuje w oczy i generuje mnóstwo gorzkich komentarzy – sam koszt wywozu śmieci pozostawionych w tym miejscu sięgnął 10 tysięcy złotych.

Byłem przy kaplicy cmentarnej, gdy ujrzałem słup czarnego dymu. Już wiedziałem, co się stało. Baterie z elektronicznych zniczy strzelały jak fajerwerki, a kłęby czarnego, smolistego dymu unosiły się w powietrze. Najgorsza była paląca się chemia.

— wspominał dla "Faktu" moment wybuchu pożaru Damian Bacia, kierownik cmentarza przy ul. Zuzanny w Sosnowcu.

@kamilek1000000 #Łukasz Litweka#grób #pozar ♬ Silent Hill - Various Artists

Interwencja straży pożarnej i przyczyny pożaru

Służby ratunkowe otrzymały oficjalne zgłoszenie o zdarzeniu 27 maja około godziny 11:34. Straż pożarna zareagowała natychmiast i sprawnie przejęła kontrolę nad ogniem. Śledczy pracujący na miejscu jednoznacznie wykluczyli, by przyczyną wybuchu pożaru było celowe podpalenie. Ustalono, że doszło do przypadkowego zaprószenia ognia od jednego ze zniczy, który został postawiony zbyt blisko uschniętych, łatwopalnych wiązanek kwiatów.

Prawdopodobnie ktoś z odwiedzających położył wiązankę zbyt blisko znicza, przez co doszło do zapalenia. Zniczy przy grobie było bardzo dużo. Akcja gaszenia pożaru była szybka i nie wymagała większej interwencji strażaków.

— poinformował media mł. bryg. Tomasz Dejnak, rzecznik prasowy Komendanta Miejskiego PSP w Sosnowcu.

Problem nadmiernego gromadzenia łatwopalnych materiałów w miejscach pamięci regularnie niesie ze sobą tragiczne skutki. Wskazuje na to bez ogródek osoba na co dzień opiekująca się parafialną nekropolią, próbując uzmysłowić żałobnikom skalę tego niebezpieczeństwa.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, że jeśli zapali się tysiące zniczy dookoła grobu i są ususzone kwiaty, to siłą rzeczy coś się zapali. On jest tak spalony... Kto jest odpowiedzialny za to, że powstał ten pożar? Ludzie, którzy zapalali te znicze. Byłem na miejscu wielokrotnie, mówiąc ludziom „nie lepiej się pomodlić?”

— przekazał w rozmowie z serwisem Plotek opiekun cmentarza i ministrant parafii św. Joachima.

Tragiczny wypadek Łukasza Litewki w Dąbrowie Górniczej

Przypomnijmy, że śmierć posła była ogromnym szokiem. Łukasz Litewka zginął tragicznie pod kołami samochodu, gdy poruszał się rowerem. Do tego dramatycznego wypadku z udziałem pojazdu marki Mitsubishi Colt doszło 23 kwietnia 2026 roku na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. 57-letniemu kierowcy auta postawiono później oficjalny zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Koszmarne zdarzenie z 23 kwietnia wywołało poruszenie w całej Polsce, ale przyniosło też lawinę niebezpiecznych sytuacji. Jak zrelacjonował opiekun cmentarza, w okresie bezpośrednio po śmierci polityka służby ratunkowe były wzywane nieustannie. W kwietniowe, wieczorne godziny straż pożarna interweniowała wielokrotnie, aby gasić płonące znicze, które tłumy ludzi masowo pozostawiały na ulicy Kazimierzowskiej. Umieszczone w bezpośrednim sąsiedztwie lasu, stwarzały one olbrzymie zagrożenie dla całej okolicy, zwiastując tragedię, jaka ostatecznie wydarzyła się w maju na cmentarzu.

Pogrzeb Łukasza Litewki
Źródło: Kancelaria RP
Reklama
Reklama