Mariusz Sokołowski, były policjant i ekspert ds. bezpieczeństwa, w rozmowie z Faktem skomentował starcia pod Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie. W środę, 14 października, przed gmachem przy alei Szucha doszło do gwałtownych przepychanek manifestantów z policją. W ruch poszły barierki, a funkcjonariusze musieli torować drogę sędziemu Maciejowi Berkowi. Ekspert nie pozostawił na zachowaniu protestujących suchej nitki.
- Przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie doszło do starć manifestantów z policją
- Mariusz Sokołowski ocenił, że stawianie oporu funkcjonariuszom łamie polskie prawo
- Policja siłowo rozmontowała barierki, by umożliwić wjazd na teren TK sędziemu Maciejowi Berkowi
- Prokuratura wszczęła czynności sprawdzające w sprawie blokowania policyjnych działań
Mariusz Sokołowski ocenia zachowanie protestujących pod Trybunałem
Mariusz Sokołowski, były policjant i ekspert, odniósł się do dantejskich scen rozgrywających się dzisiaj w centrum stolicy pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Nie gryzł się w język, oceniając zachowanie tłumu. Wypowiadając się dla mediów, doktor Sokołowski nie bawił się w dyplomację i wyłożył kawę na ławę, przypominając manifestantom, że mundur to nie kostium do szarpaniny. Wskazał przy tym ogólne zasady prawne, których podczas zgromadzeń przekraczać nie wolno.
Mariusz Sokołowski, były policjant i ekspert ds. bezpieczeństwa, ocenił, że jeśli ktoś nie stosuje się do poleceń funkcjonariuszy, to łamie prawo, a zarówno czynny, jak i bierny opór wobec funkcjonariusza jest łamaniem polskich przepisów.
Ekspert przypomniał też twarde reguły dotyczące nietykalności cielesnej. Te słowa nabierają szczególnego znaczenia wobec doniesień o szarpaninie i agresywnych zachowaniach w rejonie protestu.
Nikt - poza służbami uprawnionymi do stosowania środków przymusu bezpośredniego lub osobami, które znalazły się w stanie wyższej konieczności lub działały w ramach obrony koniecznej - nie może naruszać nietykalności cielesnej drugiego człowieka
– Mariusz Sokołowski.
Nowo wybrani sędziowie Trybunału Konstytucyjnego / Fot sejm.gov.pl
Starcia z policją i blokada bramy przy al. Szucha
Atmosfera pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego zrobiła się wyjątkowo gęsta w środowe przedpołudnie. Tego ranka Maciej Berek złożył w Sejmie ślubowanie na sędziego TK z formułą "wobec prezydenta", mimo nieobecności Karola Nawrockiego. Następnie Berek oraz inni sędziowie wybrani w tej kadencji przez Sejm ruszyli w stronę alei Szucha. Wjazd blokował zdeterminowany tłum.
Wśród zgromadzonych znaleźli się działacze Ruchu Obrony Granic pod wodzą Roberta Bąkiewicza, członkowie klubów „Gazety Polskiej” oraz politycy PiS, w tym Antoni Macierewicz i Mariusz Gosek. Protestujący próbowali nie dopuścić sędziów na teren posesji. Gdy barierki posłużyły do zaryglowania wejścia, do akcji wkroczyli funkcjonariusze. Doszło do przepychanek, a mundurowi musieli siłowo rozebrać blokadę. O wcześniejszych scenach pod budynkiem pisaliśmy w relacji o tym, jak tłum napierał, a policja interweniowała.
Na zachowanie tłumu zareagowali śledczy. Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarejestrowała z urzędu materiały i wszczęła czynności sprawdzające. Chodzi o podejrzenie zmuszania przemocą i groźbą bezprawną policjantów do zaniechania czynności służbowych przez Roberta Bąkiewicza i inne osoby.
Wiki Commons
Kulisy zamieszania wewnątrz gmachu TK
Po odblokowaniu dojazdu Maciej Berek wszedł na teren instytucji. Potem awantura przeniosła się do korytarzy. Prezes TK Bogdan Święczkowski odmówił dopuszczenia nowego sędziego do orzekania. Uzasadniał to brakiem formalnego ślubowania przed prezydentem oraz brakiem opinii głowy państwa.
Święczkowski zablokował wejście do części sędziowskiej i gabinetów. Nie wpuścił tam osób, które – według niego – nie złożyły ślubowania w obecności prezydenta i nie miały jego zgody na przebywanie w tej strefie.
Po opuszczeniu gmachu Berek oświadczył, że doszło do naruszenia jego nietykalności osobistej. Zapowiedział też złożenie zawiadomienia w tej sprawie. W środę napięcie pod TK przeniosło się więc z ulicy do wnętrza instytucji, a sprawą zajmują się już śledczy.