Maciej Ryszczuk, trener Igi Świątek, wdał się w emocjonalną dyskusję z internautką po półfinałowym meczu w Wuhan. Raszynianka przegrała dramatyczne starcie z przyjaciółką Mają Chwalińską 7:5, 6:1, zmagając się z kontuzją uda. W sieci pojawił się komentarz obwiniający sztab szkoleniowy o forsowanie zawodniczki, na co szkoleniowiec zareagował bez chwili wahania.
- Maja Chwalińska pokonała Igę Świątek 7:5, 6:1. Był to pierwszy w historii polski półfinał turnieju rangi WTA 1000 w Wuhan
- W pierwszym secie Świątek doznała urazu mięśnia czworogłowego. Podczas przerwy medycznej nie potrafiła powstrzymać łez
- Ryszczuk trzykrotnie sugerował tenisistce z trybun przerwanie meczu ze względu na zdrowie
- Internautka zarzuciła sztabowi zmuszanie kontuzjowanej tenisistki do dalszej rywalizacji na korcie
Maciej Ryszczuk odpowiada na zarzuty internautki
Maciej Ryszczuk nie zamierzał bezczynnie przyglądać się internetowemu oskarżeniu, które pojawiło się w mediach społecznościowych tuż po zakończeniu pojedynku Maja Cwalińska - Iga Świątek. Na platformie X jedna z użytkowniczek zasugerowała, że sztab szkoleniowy naraził zdrowie zawodniczki, zmuszając ją do gry pomimo wyraźnego bólu. Trener zareagował bez zbędnej zwłoki. Uciął teorie osób komentujących mecz jednym dosadnym wpisem.
Przestań proszę opowiadać głupoty. Trzy razy mówiłem, żeby przerwała mecz, bo szkoda zdrowia. Sama podjęła decyzję o dalszej grze, a jak podjęła taką, to wspieram, jak mogę
Internautka zreflektowała się i przeprosiła za swój pochopny osąd. Ryszczuk postanowił postawić kropkę nad i. Zaapelował o powściągliwość w ferowaniu wyroków zza ekranów telefonów.
To proszę o mniej interpretacji tego typu, bo są często krzywdzące
Do dyskusji włączył się również dziennikarz Sebastian Warzecha z portalu weszlo.com. Zapytał szkoleniowca, czy w pojedynku z inną rywalką Świątek zeszłaby wcześniej z kortu. Trener nie bawił się w dyplomację. Przyznał szczerze, że po prostu nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.
instagram.com/wuhanopenwta
Dramatyczne chwile na korcie i łzy Igi Świątek
Iga Świątek przeżywała na chińskim korcie trudne chwile. Kibice obserwowali, jak historyczne starcie Polek w Wuhan zakończyło się dramatem. Wszystko zaczęło się pod koniec pierwszego seta, który trwał aż godzinę i 26 minut. 9. rakieta świata poczuła ból w mięśniu czworogłowym uda i poprosiła o pomoc medyczną.
Podczas interwencji fizjoterapeutki załamana tenisistka płakała z bezsilności. Na jej nodze założono opatrunek. Z trybun Ryszczuk instruował podopieczną, że może wziąć dwa paracetamole i spróbować uderzać z pierwszej piłki. Jeśli nie będzie się czuła odpowiednio, powinna skreczować. Trener ostrzegał, że szkoda zdrowia.
Raszynianka zacisnęła jednak zęby i postanowiła dokończyć spotkanie, choć w drugiej partii nie była już w stanie nawiązać równej walki. Na pomeczowej konferencji prasowej sama wyjaśniła, dlaczego nie zeszła do szatni.
To przykre, bo czułam, że gramy świetny tenis i chciałam to kontynuować. W pewnym momencie wiedziałam, że o zwycięstwo będzie bardzo trudno, ale nie chciałam poddawać meczu. Zależało mi, aby Maja wygrała w sportowy sposób
instagram.com/igaswiatek
Wyjątkowe starcie przyjaciółek i wielki sukces Mai Chwalińskiej
Maja Chwalińska osiągnęła wielki sukces, meldując się w finale prestiżowej imprezy WTA 1000. Był to pierwszy w dziejach polskiego tenisa półfinał dwóch Polek na tym poziomie rozgrywek. Obie zawodniczki dobrze się znają i od lat pozostają bliskimi przyjaciółkami. W czasach juniorskich wspólnie dotarły do finału debla Australian Open w 2017 roku.
Chwalińska po ostatniej piłce zachowała klasę. Zamiast euforycznego świętowania skupiła się na stanie zdrowia koleżanki. Przyznała, że Świątek nie była w pełni dysponowana, po czym skierowała w jej stronę ciepłe słowa. Nazwała ją wielką mistrzynią oraz żywą legendą tenisa. Możliwość dzielenia z nią kortu uznała za ogromny zaszczyt.