Wieczór w Kiszyniowie, rozświetlona scena i morze świateł nad tłumem. Gdy polski premier Donald Tusk zaczyna mówić po rumuńsku, plac eksploduje oklaskami – "Tusk po rumuńsku" staje się momentem wieczoru.
Kiszyniów oniemiał. Tusk przemówił po rumuńsku
Na koncercie z okazji 34. rocznicy niepodległości na Placu Wielkiego Zgromadzenia Narodowego gromadzą się dziesiątki tysięcy ludzi, a scena pulsuje od muzyki i politycznych deklaracji. Na estradzie pojawiają się kolejno: Donald Tusk, Emmanuel Macron, Friedrich Merz i prezydenta Maia Sandu, wszyscy z jednym przekazem: Mołdawia ma miejsce w Unii Europejskiej.
Gdy premier Polski zaczyna mówić w języku rumuńskim, Kiszyniów odpowiada aplauzem, a hasło "Tusk Kiszyniów przemówienie" od razu staje się hitem sieci i numerem 1 w wyszukiwarkach. W tym kadrze słowa o przyszłości, demokracji i członkostwie w UE brzmią mocniej niż zwykle:
Nie pozwólcie, aby skradziono wam przyszłość.
Co dokładnie powiedział po rumuńsku
Premier Polski przypomina Mołdawianom wybór sprzed 34 lat: wolność i godność zamiast strachu i dominacji. Odwołuje się do doświadczenia Polski, podkreślając, że cena wolności bywa wysoka, ale ten rachunek zawsze się opłaca. Apeluje, by nie pozwolić Rosji cofnąć kraju do sowieckiej przeszłości i wskazuje kierunek, który według niego jest oczywisty: przyszłość Mołdawii leży w Unii Europejskiej. Brzmi to jeszcze mocniej, bo pada w rumuńskim i w miejscu, gdzie historia wciąż jest żywa.
34 lata temu wybraliście wolność i godność zamiast strachu i obcej dominacji.
Ja również, jako Polak, znam cenę wolności. Polska również doświadczyła okupacji i dyktatury. My również zapłaciliśmy wysoką cenę za naszą wolność. Ale wolność jest bezcenna
gov.pl/web/premier
Dlaczego to zagrało: język jako symbol w Mołdawii
W tym mieście i w tym miejscu słowa wypowiedziane w rumuńskim mają wagę ołowiu. 27 sierpnia 1989 roku właśnie na tym placu zgromadziło się nawet 750 tys. osób, domagając się uznania języka rumuńskiego za państwowy i przejścia na alfabet łaciński. Dwa lata później, 27 sierpnia 1991 roku, Mołdawia ogłasza niepodległość. Ciągłość dat i przestrzeni tworzy ramę, w której zdanie wypowiedziane w rumuńskim jest czymś więcej niż grzecznością. To ukłon w stronę pamięci wspólnoty i jej najważniejszych decyzji.
Internet reaguje. „Szacun”, „tak się to robi”
W mediach społecznościowych krążą krótkie nagrania, a pod nimi te same motywy: timing, symbol, język. Użytkownicy zauważają, że "Tusk po rumuńsku" w rocznicowy wieczór to dyplomacja działająca szybciej niż protokoły. Pojawiają się też porównania do kampanii społecznych: kilka zdań w odpowiednim języku bywa warte więcej niż setki stron dokumentów. Komentatorzy podsumowują zgodnie: Kiszyniów dostał sygnał, który trudno przeoczyć.
Stawka dla Mołdawii: Europa patrzy
W 2024 roku kraj przechodził podwójny test: wybory prezydenckie i referendum w sprawie członkostwa w UE. Wygrywa ponownie Maia Sandu, a nieco ponad połowa głosujących popiera integrację z Europą. Jak informowano, rosyjskie służby specjalne miały wydać około 200 mln euro, by przekupić mołdawskich wyborców, a kolejny sprawdzian – wybory parlamentarne – wypada 28 września. Z Kiszyniowa płynie ostrzeżenie i prośba o czujność.
Federacja Rosyjska chce kontrolować Mołdawię, począwszy od jesieni
W tym samym czasie z europejskiej sceny pada czytelny sygnał poparcia: Donald Tusk, Emmanuel Macron i Friedrich Merz wspierają mołdawskie aspiracje do integracji i członkostwa w UE. "Donald Tusk umie w rumuński" staje się skrótem myślowym tej nocy: gestem, który łączy historię z przyszłością. W polityce gesty liczą się jak twarde deklaracje — zwłaszcza, gdy brzmią w języku słuchaczy.