Aktor, który zyskał popularność dzięki rolom w serialach „Na Wspólnej” oraz „Miodowe lata”, świętuje 67. urodziny w środę 19 sierpnia 2026 roku. Choć na ekranie od dekad wciela się w barwne postacie, w jego przeszłości kryje się bolesna historia. W dzieciństwie stracił mamę, a skrajna bieda sprawiła, że musiał trafić do domu dziecka.
- Waldemar Obłoza stracił mamę w wieku sześciu lat. Przyczyną była choroba nowotworowa
- Aktor spędził ponad trzy lata w płockim domu dziecka. Trafił tam razem z bratem
- Pobyt w placówce pozwolił mu nadrobić zaległości w nauce, opanować czytanie i zdać maturę
- Aktor do dziś wspomina zapłakanego ojca na przystanku, który musiał podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu
Trudne dzieciństwo Waldemara Obłozy i rodzinna tragedia
Waldemar Obłoza wychowywał się w wielodzietnej rodzinie na wsi, wypełnionej ciężką, fizyczną pracą. Beztroska skończyła się nagle. Tragedia na zawsze odmieniła losy rodziny.
Gdy przyszły gwiazdor telewizji miał zaledwie sześć lat, jego matka zmarła na nowotwór. Odejście matki wstrząsnęło wszystkimi domownikami. Ojciec przyszłego aktora został sam z gromadką pociech na podupadającym wiejskim gospodarstwie.
Mężczyzna musiał walczyć o każdy dzień — na głowie miał nie tylko gromadkę dzieci i chylące się ku upadkowi gospodarstwo, ale i własne, sypiące się zdrowie. Utrzymanie wielodzietnej rodziny stawało się dla schorowanego gospodarza ciężarem ponad siły. Dzieci od najmłodszych lat musiały pomagać w oborze i na roli. Dzieciństwo gwiazdora było koszmarem.
AKPA
Pożegnanie na przystanku i wyjazd do domu dziecka w Płocku
Ojciec Waldemara Obłozy stanął w końcu przed jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu. Za namową siostry oraz cioci aktora postanowił oddać małego Waldemara wraz z bratem do państwowej placówki opiekuńczej w Płocku. Miało to uchronić chłopców przed skrajną nędzą i zapewnić im godne warunki do życia.
Moment rozstania na zawsze wyrył się w pamięci przyszłego artysty. Ojciec odprowadził synów na autobus, a chwila pożegnania była przepełniona ogromnym bólem i bezsilnością dorosłego człowieka.
Odprowadził mnie i brata na przystanek, a gdy podjechał autobus, zaczęły mu płynąć łzy po policzkach. Przytuliłem się do niego i nie chciałem go puścić. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby płakał
— wyznał Waldemar Obłoza w rozmowie z Plejadą.
Dla małego chłopca ten widok był wstrząsem. Chociaż rozłąka z rodzinnym domem wiązała się ze strachem przed nieznanym, z perspektywy czasu okazała się kluczowym momentem w życiu rodzeństwa.
Fot. Niemiec/AKPA
Edukacja i szansa od losu w placówce opiekuńczej
W płockiej placówce gwiazdora "Na Wspólnej" spędził ponad trzy lata. Choć dla wielu osób taki los brzmi jak wyrok, dla niego stał się prawdziwą trampoliną do lepszej przyszłości. W nowym otoczeniu chłopiec mógł wreszcie skupić się na nauce, zamiast od świtu do nocy pracować w gospodarstwie.
To była jedna z najlepszych rzeczy, jaka mogła mnie spotkać. Jestem wdzięczny mojej siostrze i cioci za to, że namówiły mojego tatę, by oddał mnie do domu dziecka i tym samym – wyrwały mnie i mojego brata ze wsi. Wreszcie mogłem zająć się sobą. W rodzinnym domu ciągle było coś do zrobienia. Chciałem się uczyć, ale ważniejsze było to, żebym poszedł z krowami na pastwisko
— wspominał Waldemar Obłoza w rozmowie z Plejadą.
W tamtejszym ośrodku młody chłopak zyskał dostęp do książek i wreszcie mógł rozwijać swoje pasje. W nowym miejscu był jednym z najlepszych uczniów, co pozwoliło mu na naukę w szkole kończącej się maturą.
A w domu dziecka nadrobiłem zaległości i błyskawicznie nauczyłem się czytać. Wcześniej tylko dukałem. W końcu mogłem przeczytać masę książek i zaspokoić swoją ciekawość. Byłem jednym z najlepszych uczniów i zostałem wysłany do szkoły z maturą, co rzadko się zdarzało.(...) Mam poczucie, że w pełni wykorzystałem tę szansę, którą dostałem od losu
— podsumował po latach w tym samym wywiadzie.
Dzięki determinacji i pobytowi w placówce chłopiec z ubogiej wsi zdobył wykształcenie i maturę, co otworzyło mu drogę do dalszej kariery. Dziś, gdy patrzymy na eleganckiego 67-latka, trudno uwierzyć, że jego losy mogły potoczyć się zupełnie inaczej – gdyby nie ten jeden bilet autobusowy w jedną stronę, który okazał się przepustką do wielkiego świata.