Jadwiga Jankowska-Cieślak była wybitną postacią polskiego kina i teatru, a jej talent doceniono na całym świecie. Choć jako pierwsza Polka zdobyła prestiżową nagrodę w Cannes, za drzwiami rodzinnego domu i w zaciszu prywatności mierzyła się z niewyobrażalnym cierpieniem. Odeszła w połowie kwietnia 2025 roku, pozostawiając po sobie poruszającą historię walki z demonami przeszłości.
- Aktorka zmarła w wieku 74 lat
- Była pionierką - jako pierwsza polska artystka triumfowała w Cannes w 1982 roku za rolę w filmie "Inne spojrzenie"
- W dzieciństwie doświadczyła przemocy fizycznej i psychicznej ze strony ojca
- Przez lata zmagała się z demofobią objawiającą się atakami paniki i dusznościami
Międzynarodowy sukces i zablokowana kariera
Jadwiga Jankowska-Cieślak zapisała się w historii rodzimej kinematografii jako pierwsza polska gwiazda uhonorowana statuetką dla najlepszej artystki na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. Prestiżowe wyróżnienie odebrała w 1982 roku za wybitną, pierwszoplanową kreację w filmie "Inne spojrzenie" w reżyserii Károlya Makka. Ten spektakularny triumf na francuskiej riwierze powinien otworzyć jej drzwi do wielkiej światowej kariery. Niestety, w ówczesnych realiach politycznych zachodni producenci nie mogli dotrzeć do utalentowanej legendy.
Zagraniczne propozycje i intratne kontrakty były skutecznie blokowane przez urzędników. Informacje o napływających z całego świata zaproszeniach nigdy nie trafiły bezpośrednio do rąk samej laureatki z Cannes. O skali zmarnowanych szans po latach opowiedział jej mąż, Piotr Cieślak, w rozmowie z magazynem Pani.
Kiedyś na ulicy zatrzymała nas pani, która była urzędniczką w ministerstwie, i powiedziała, że przychodziło dla Jadwigi mnóstwo zaproszeń od producentów z całego świata, które utknęły gdzieś w szufladach
- wyznał Piotr Cieślak.
AKPA
Trudne dzieciństwo w cieniu ojca-generała
Dla Jadwigi Jankowskiej-Cieślak praca na planie i deskach teatru od samego początku była czymś więcej niż tylko zawodem. Szkoła aktorska i debiut w filmie Janusza Morgensterna "Trzeba zabić tę miłość" stały się dla niej drogą ucieczki. Chciała za wszelką cenę wyrwać się z przemocowego domu. Pod rodzinnym dachem panował bezwzględny rygor oparty na hierarchii i dominacji mężczyzny.
Ojcem aktorki był Kazimierz, generał brygady ludowego Wojska Polskiego, a matką Zofia, która zajmowała się domem. Jadwiga miała też trzech braci: Jakuba, Jana i Jerzego. Wspomnienia z dzieciństwa były dla gwiazdy źródłem głębokiej traumy, z którą mierzyła się przez całe dorosłe życie. Ojciec stosował wobec dzieci dotkliwą przemoc fizyczną i psychiczną, traktując kary cielesne jako sposób na zadawanie bólu. W wywiadzie dla Wysokich Obcasów artystka odsłoniła bolesną prawdę o tamtych wydarzeniach.
Ojciec ustawił nasze życie wedle hierarchii: najważniejszy jest mężczyzna. Jak się któreś dziecko nie podporządkowało, dostawało w łeb. Uderzał nie po to, żeby karcić, tylko żeby zadać ból
- wspominała Jadwiga Jankowska-Cieślak.
Aktorka ukończyła warszawską PWST, dostając się tam za pierwszym razem. To właśnie na egzaminach wstępnych poznała swojego przyszłego męża, Piotra Cieślaka, z którym przeżyła 44 lata.
AKPA
Walka z demofobią i życie prywatne
Artystka przez dekady toczyła cichą walkę z demofobią, czyli panicznym lękiem przed tłumem i skupiskami ludzkimi. Doświadczenia z dzieciństwa odcisnęły tragiczne piętno na jej zdrowiu psychicznym. Schorzenie to wywoływało u niej nagłe duszności, zawroty głowy oraz przyspieszone bicie serca. Dla aktywnej zawodowo gwiazdy stanowiło to codzienny, wycieńczający ciężar utrudniający normalne funkcjonowanie.
Oparciem w najtrudniejszych chwilach był dla laureatki z Cannes mąż Piotr Cieślak. Ich małżeństwo trwało 44 lata. Aktorka osierociła córkę, dwóch synów oraz wnuki. Mimo podziwu publiczności i niezaprzeczalnego statusu legendy kina, sama miała gorzką refleksję nad swoim losem, o czym mówiła na łamach tygodnika Polityka. Wyznała, że ilość ciosów i bolesnych przeżyć zdecydowanie przeważa nad tym, co przyjemne w życiu.