Danuta Holecka popłakała się na antenie Telewizji Republika, reagując na skandowanie tłumu podczas relacji sprzed Trybunału Konstytucyjnego. Dziennikarka prowadziła program "Dzisiaj", gdy uczestnicy protestu zaczęli ją wspierać. Wtedy przerwała relację na żywo, by odpowiedzieć na ich okrzyki. Następnie przedstawiła swoją wersję wydarzeń dotyczących interwencji policji wobec Krzysztofa Dunin-Holeckiego.
- Policja skuła męża Danuty Holeckiej przed cmentarzem na Służewie. Małżeństwo odwiedzało tam grób syna
- Policja uzasadnia interwencję wjazdem pod zakaz ruchu oraz odmową podania danych osobowych przez kierowcę
- Danuta Holecka twierdzi, że parkowała w dozwolonym miejscu, a funkcjonariusze zachowywali się agresywnie mimo podania tożsamości
- Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie mężczyzny za złamanie przepisów ruchu drogowego oraz utrudnianie czynności
Łzy Danuty Holeckiej na antenie Telewizji Republika
Danuta Holecka prowadziła w poniedziałek główne wydanie programu informacyjnego "Dzisiaj". W trakcie audycji stacja połączyła się na żywo z demonstracją trwającą przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego. W pewnej chwili zgromadzeni uczestnicy protestu zaczęli głośno wykrzykiwać hasła wsparcia: "Danusia, Danusia!" oraz "Jesteśmy z tobą!".
Reakcja tłumu wywołała u prezenterki natychmiastowe poruszenie. Dziennikarka zalała się łzami na wizji i nie ukrywała głębokiego wzruszenia. Zwracając się bezpośrednio do relacjonującej wydarzenia reporterki Edyty Lewandowskiej, przekazała widzom krótkie, osobiste słowa.
Edyta, powiedz państwu, że ich kocham i ciebie też – powiedziała Danuta Holecka.
screen TV Republika
Interwencja przed cmentarzem na Służewie i kajdanki
Załamujący się głos prowadzącej miał związek z wydarzeniami, do których doszło w rejonie cmentarza na warszawskim Służewie. Krzysztof Dunin-Holecki wraz z żoną przyjechał na miejsce, by odwiedzić grób syna Juliana, pochowanego tam po śmierci w lipcu 2024 roku. Spokojna wizyta na cmentarzu zakończyła się jednak gwałtownym incydentem z udziałem patrolu.
Funkcjonariusze podjęli interwencję wobec męża dziennikarki, stosując środki przymusu bezpośredniego i zakuwając go w kajdanki. Podczas prowadzonych czynności mężczyzna zgłosił nagłe, złe samopoczucie. W związku z tym na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego, by udzielił mu doraźnej pomocy.
screen TV Republika
Sprzeczne wersje zdarzeń: oświadczenie prezenterki i stanowisko policji
Zaraz po reakcji na okrzyki tłumu Danuta Holecka postanowiła przedstawić widzom swoje wyjaśnienia dotyczące całego zajścia. Kategorycznie zaprzeczyła wersji o nieuprawnionym parkowaniu pod nekropolią.
Jestem winna państwu małe uzupełnienie, ponieważ nie musiałam mieć żadnego zezwolenia parafii, żeby parkować na wyznaczonych do tego miejscach przed cmentarzem. Parkują tam wszyscy, codziennie. Jestem tam prawie od dwóch lat i czterech miesięcy, każdego dnia. Nigdy takiej sytuacji nie było - oświadczyła Danuta Holecka.
Prezenterka opisała również próbę potwierdzenia tożsamości męża przez przybyłych bliskich.
Gdy drugi raz siedział skuty, mówiłam, jak się nazywa mąż. Potem pan miał go rozkuć, kiedy przyszedł syn. Syn miał dokumenty, poświadczył, a mąż dalej siedział skuty. Tak wyglądała ta prawda. Nie mam powodów, żeby kłamać. Żadnych - wyjaśniła podczas programu Danuta Holecka.
Inny obraz sytuacji przedstawiła Komenda Stołeczna Policji. Służby podały, że kierowca złamał znak B-1 oznaczający zakaz ruchu w obu kierunkach. Kajdanki zastosowano z powodu niewykonywania poleceń, odmowy podania danych oraz chęci zapobieżenia oddaleniu się mężczyzny. Policjanci oświadczyli, że interwencja wynikała wyłącznie z przepisów prawa i zachowania kierowcy, bez związku z tożsamością pasażerów. Choć policja odpowiada na zarzuty o „represje”, stacja uznała zdarzenie za represję wymierzoną w Telewizję Republika.
Wniosek o ukaranie do sądu i reakcja RPO
Danuta Holecka oraz działania służb wobec jej rodziny wywołały ostrą dyskusję w przestrzeni publicznej. Telewizja Republika oceniła działania mundurowych jako nieuzasadniony atak na bliskich pracownicy, z kolei przedstawiciele MSWiA nazwali te oskarżenia manipulacją.
Finał sprawy znajdzie miejsce na sali sądowej, gdyż policja skierowała wniosek o ukaranie Krzysztofa Dunin-Holeckiego za złamanie przepisów ruchu drogowego oraz utrudnianie czynności. O wyjaśnienia w sprawie zasadności użycia kajdanek zwrócił się już do policji zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk.